2011-03-09

Trudny orzech do kupienia

Wchodzę do galerii handlowej. Od wejścia uderza mnie głośna muzyka, hałas rozmów, obezwładniająca ilość klientów... Nic to... Dziś mam misję - kupić nowe ubrania. Brzmi banalnie? Wbrew pozorom, znalezienie strojów, których faktycznie potrzebujemy, jest często trudniejsze niż mogliśmy sądzić. Choć wydaje się, że wybór towaru jest prawie nieograniczony, że oferta polskich sklepów w pełni dorównuje tej z zagranicznych centrów handlowych,  w rzeczywistości, osoby o określonych wymiarach, cechach sylwetki czy w pewnym wieku, od dawna nie mogą znaleźć w Polsce ubrań, które satysfakcjonowałyby ich gust i potrzeby. Wyjazdy na zakupy do Berlina czy Paryża mogą wydać się fanaberią, jednak niektóre klientki tylko tam znajdują ubiór odpowiedni dla siebie.

„Niewymiarowa”
Oglądając ubrania w sklepach odzieżowych nietrudno zauważyć, że wystawiona rozmiarówka jest często niepełna. Najwięcej towarów znaleźć można w rozmiarze 34, 36, 38 do 40. Czasami problemem okazuje się już kupienie 42! U niektórych marek ze świecą szukać 44 czy 46. Z drugiej strony, w przypadku popularnych modeli rozmiary między 34 a 40 znikają momentalnie (notoryczna sytuacja w H&M) i często próżno liczyć na dostawę... Co więcej, rozmiar rozmiarowi nierówny - od dawna chyba wiadomo, że np. rozmiarówka francuska czy włoska jest mikroskopijna, zaś skandynawska - poszerzona. Dlatego kobieta, która w Promodzie nosi 38 będzie „tonąć” w 34 z KappAhl. Problemem jest jednak nie tylko chwilowy, czy też dotyczący pojedynczych sztuk. Gorzej, że osoby - zwłaszcza kobiety - o określonych wymiarach w ogóle nie mogą znaleźć satysfakcjonującej je garderoby. Panie o pełniejszych kształtach, noszące rozmiar 44-46 lub większy, rzadko zainteresowane są zestawem w rodzaju t-shirt i legginsy. Znane i popularne marki, produkujące ubrania wysokiej jakości, o ciekawych fasonach i z dobrych tkanin albo w ogóle nie przewidują większych rozmiarów (np. Solar, Mango, Stefanel), albo proponują klientkom workowate bluzki i spódnice w smutne, „babcine” wzory, które nie wyglądałyby dobrze na żadnej figurze (C&A, linia B&B w H&M)!

Nie wszystkie kobiety mogą lub chcą dostosować się do obowiązującego kanonu urody, który (co do zasady) preferuje sylwetkę szczupłą lub wręcz chudą. Mimo to, pragną wyglądać kobieco, stylowo, profesjonalnie. I mają pieniądze, by za to zapłacić! Wydaje się, że producenci ubrań całkowicie ignorują tę niszę, ze szkodą zarówno dla nich samych, jak i dla konsumentek. Jeżeli powstają już ubrania dla większych kobiet, to często projektanci nawet najbardziej znanych marek (polskich i zagranicznych) popełniają kardynalny błąd: istniejące modele, projektowane na rozmiar 34 czy 36, po prostu... poszerzają! Jest to działanie zupełnie chybione. Strój dla kobiety o pełniejszej budowie wymaga bowiem innej konstrukcji, innych przeszyć. Musi wyeksponować walory figury i lekko zatuszować mankamenty. Poszerzanie poszczególnych wymiarów stanowi drogę na skróty, dodajmy - nieskuteczną! Taki ciuch źle leży, marszczy się, jest niewygodny... Nie ma zatem szans odnieść handlowego sukcesu, co zniechęca tylko (często nieświadomych sytuacji) producentów do dalszych prób. Wspominany problem jest zresztą poważniejszy - wynika z braku konstruktorskiego kształcenia projektantów. Konstruktor odzieży to zawód na wymarciu, niewielu zostało profesjonalistów z tej branży, natomiast młodzi projektanci nie są w tym zakresie edukowani.

Rozmiar ubrania to nie wszystko, choć stanowi chyba jądro problemu. Innym aspektem są materiały - projektanci i producenci ubrań często nie zdają sobie sprawy z faktu, że tkaniny i dzianiny, które dobrze układają się na szczupłej sylwetce, mogą wyglądać fatalnie na bardziej zaokrąglonej... Do tego dochodzi krój - konsumentki skarżą się, że jeżeli już uda się im znaleźć ciekawy ciuch w większym rozmiarze, to pojawiają się kolejne dylematy: dlaczego producenci zakładają, że wszystkie większe panie mają „automatycznie” wielki biust? Dlaczego uznają, że mieści się on... gdzieś w okolicach talii? Dlaczego pełna kobieta nie może pragnąć włożyć dopasowanej, lecz: krótkiej spódnicy? Te wszystkie pytania, gorąco dyskutowane na licznych forach internetowych, jak na razie pozostają bez odpowiedzi...

Jeżeli ktoś sądzi, że chude nie mają żadnych problemów z doborem ubrań, poważnie się myli. Pomijając już banał, który dotyczyć może każdego rozmiaru - że strój wygląda pięknie na wieszaku, lecz jest tak fatalnie skrojony, iż na ciele okazuje się kompletną porażką, istnieje jeszcze szereg innych kwestii. Osoby bardzo chude rzadko znajdują ubrania, które dobrze pasują na ich figurę. Najwyraźniej projektanci nie przewidują możliwości, że drobna kobieta może mieć duży biust albo szerokie biodra. Kobiety niskie, o wzroście w okolicach 1,5 m lub mniej, szukają zazwyczaj ubrań w sklepach lub na stoiskach... dla dzieci, albo też muszą wszystko przerabiać. Pół biedy, gdy dotyczy to dżinsów, ale co ma zrobić niska pani, która marzy o eleganckim satynowym kostiumie? O stroju dopasowanym do figury w taki sposób, że skrócenie go zaburzy proporcje? Dla niestandardowych sylwetek brakuje specjalnych marek, czy chociażby odrębnych linii. Także w tym przypadku przedsiębiorcy zdają się nie rozumieć, że drobne kobiety to nie dzieci, które nie mają funduszy na ubrania. To często zamożne businesswoman, które (czy tego chcą czy nie) dają zarobić osobistym krawcom albo zagranicznym sklepom.

Jeszcze nie babcia...
Problemów może nastręczać także wiek. I wcale nie mam tu na myśli strzykania w kościach czy słabszego wzroku. Kobiety po 50. roku życia, które chcą wyglądać modnie, kobieco, a zarazem profesjonalnie, często nie mają w czym wybierać. Dominujące trendy, które pojawiają się momentalnie w kolekcjach najpopularniejszych marek, projektowane są z myślą o młodych. Fasony i wzory, które pasują świetnie 20, 30-latkom, albo postarzają dojrzałe klientki, albo też nadają im wygląd zwany prześmiewczo „dzidzia-piernik”.

Dla pań, które osiągnęły określoną pozycję społeczną, wypracowały swój styl i gotowe są przeznaczyć większe sumy na ubrania liczy się jakość. Wysokiej klasy materiały, kolory, które nie blakną po pierwszym praniu, ubrania wygodne i estetyczne. Proponuje się im natomiast stroje stricte wieczorowe - suknie czy kostiumy albo nudne garsonki we wzór typu zasłona... Kolory pastelowe, które pięknie i elegancko odmładzają, pojawiły się na dłużej w latach 90. i w minionym sezonie, podczas gdy w kolekcjach firm skierowanych do starszych konsumentek powinny być za każdym razem obecne w okresie wiosenno-letnim. Podobnie z butami: elegancka kobieta potrzebuje gustownych, porządnych pantofli, ale niekoniecznie interesuje ją obcas 8 cm! Dlaczego jej wybór ograniczony jest do: a) mokasynów lub b) balerinek? Aż chce się zapytać: czy wykonanie pięknych czółenek na nieco niższym, może grubszym obcasie, jest aż tak trudne?

Ciuchy jednorazowe
Jakość ubrań w ogóle jest problemem. Tania produkcja w krajach trzeciego świata nie obniża znacząco ceny. Smutna prawda jest taka, że marki oferujące najlepsze wzornictwo, najciekawsze fasony i najszybciej wdrażające obowiązujące trendy zdecydowanie „oszczędzają” na jakości. W konsekwencji, piękne stroje firm takich jak Zara, H&M, New Look oraz wielu innych wyglądają fatalnie już po pierwszym praniu, są niewykończone i się prują, uszyte są krzywo, wystają z nich nitki, odpadają aplikacje... Ich cena z pewnością nie jest na tyle atrakcyjna, żeby „usprawiedliwić” tak poważne braki jakościowe. W związku z tym, kobiety, które chcą być ubrane modnie, które często pragną odnawiać swoją garderobę, zmuszone są dokonywać trudnego wyboru. Albo inwestują w stroje największych marek (typu Armani, Escada, D&G itp.), które mają zarówno design, jak i jakość z najwyższej półki, ale za odpowiednio wysoką cenę, albo też godzą się na to, że kupowane przez nie za kilkaset złotych ubrania z popularnych marek mogą okazać się jednorazowe. W dzisiejszych czasach nikt już chyba nie oczekuje, że nowe ubranie służyć będzie latami, nie taka też jest polityka firm odzieżowych. Jednak, gdy po jednym założeniu nowy strój nadaje się do wyrzucenia, klientki czują się zwyczajnie oszukane...

Jak widać, większość problemów z zakupem ubrań dotyczy rozmiaru. Z pewnością jednak jest wiele innych, które równe dotkliwie doskwierają konsumentkom. Może projektanci i producenci powinni czasem sami wybrać się na zakupy, potraktować je jako misję i spróbować kupić coś niestandardowego? To powinno otworzyć im oczy na kwestie, których najwyraźniej nie dostrzegają...

Magda Koniarska