2012-10-10

Łatwiej zaszokować niż zachwycić, czyli powtórka z ekstrawagancji

Moja babcia, przedwojenna elegantka, okraszała moje dzieciństwo wieloma złotymi zasadami. Jedna z nich, powtarzana jak mantra, odnosiła się do bycia kobietą elegancką. „Pamiętaj - mówiła - dla kobiety zawsze najważniejsza jest dobrze ufryzowana głowa i elegancki bucik”. Oczywiście przed wojną przyzwoita kobieta nie pokazała się na ulicy bez nakrycia głowy, rękawiczek i torebki. Kapelusik i ułożone włosy świadczyły o skromności, przyzwoitości, a także byciu modną i na czasie. Bucik - modny i nieskazitelnie czysty - był komunikatem potwierdzającym wcześniejsze cechy kobiety, plus zamiłowanie do czystości (czytaj: porządków). Opowiadam o tym, ponieważ kolekcja damska Marc’a Jacobs’a na jesień/zimę 2012/13 jest... zaprzeczeniem owych zasad w czystej formie. Nakrycia głowy nie dają nikomu najmniejszej szansy na dostrzeżenie delikatnych rysów twarzy, ułożonej fryzury podkreślającej owe rysy i stanowiącej ramę dla oczu... Kolekcja obfituje w olbrzymie (często wystające poza ramiona modelek) kapelusiska ze sztucznych futer o ekstremalnie długim włosie. Czasem forma kapelusza zatraca się na tyle, że można przyrównać modelki do tragarzy futer albo pierza, którzy noszą swój bagaż na głowie...

Genialny skądinąd projektant Marc Jacobs zrobił wszystko co mógł by wychudłe, długonogie modelki pozbawić przymiotów ich nitkowatych ciał. Kolekcja składa się z wielowarstwowych kombinacji grubych, mięsistych, fakturowych dzianin - użytych zarówno do szycia spódnic, płaszczy, bluzek, swetrów i szali. Dodatkowo kolekcja wzbogacona jest grubymi, mięsistymi, fakturowymi... - powtarzam się? - tkaninami żakardowymi, pełnymi aplikacji z błyszczących tkanin. Forma wszystkich elementów jest prosta albo bardzo prosta, a jej nadrzędnym celem zdaje się zgubienie/ukrycie kształtu kobiet maszerujących po wybiegu. Wielkie kapelusze zaburzają proporcje, spódnice cięte w połowie łydek skracają sylwetkę, brak dopasowania w tali i biodrach bezlitośnie poszerza, a całości dopełniają ciężkie, acz ozdobne buciska, okraszone skarpetkami nad kostkę, które jeszcze bardziej (tak, jest to możliwe!) skracają nogi. Płaszcze są krótsze niż wystające spod nich spódnice; grube skarpetki noszone są do bogato zdobionych półbutów z wysokim językiem i klamrą - inspirowanymi zapewne butami męskimi z XVIII w. Wszystkie te elementy przez dziesięciolecia były i nadal są synonimem braku elegancji, a tu zostały podniesione do rangi kanonu.

Roberto Cavalli proponuje przebogate materiały: błyszczące, biżuteryjne, naśladujące zwierzęce wzory. Skórzane dodatki, zwierzęce printy, bardzo długie sukienki ze sztucznego futra lub z błyszczącej imitacji skóry węża. Przepych i epatowanie tygrysimi pręgami, lamparcimi cętkami, wężowymi łuskami i futrem wszelkiej maści. Kocie prążki wyszyte z cekinów. Jak rozumieć intencje kolekcji i jakim gustom ona schlebia?

Zaprzeczenie obowiązującym normom i wzorcom jest jednym z podstawowych cech określających ekstrawagancję i w założeniu jest przyczynkiem rozwoju nowych tendencji, napędem postępu. Twórczość to niepowtarzalność. Oznacza to również zmienność, dojrzewanie i rozwój... ale również ekstrawagancję i awangardę. Dzisiaj interesuje nas tylko forma, a ekstrawagancja opiera się właśnie na formie. Niektórzy twierdzą, że wszystko już było... Chcąc być twórcą trzeba wymyślić coś, czego jeszcze nie było. Nie tyle interesujące jest CO przekazujemy, tylko JAK to robimy. Chodzi o to, żeby zaprezentować rzeczywiście ABSOLUTNĄ NOWOŚĆ. Oczywistym jest, że szybko wyczerpują się te możliwości, więc twórca musi iść w kierunku coraz większej ekstrawagancji, w kierunku postaw coraz bardziej wyzywających, prowokujących, bardziej przekraczających najprzeróżniejsze bariery czy normy. Artysta ma o tyle siłę przebicia, o ile wprowadzi coś nowego. Tak jest w modzie, malarstwie, teatrze, literaturze. W zależności od wieku i wykonywanego zawodu czy statusu społecznego, co innego uważa się za ekstrawagancję, niezwykłość stroju i zachowania. Łatwiej zaszokować niż zachwycić - ta prosta prawda znana jest już od dawna i od dawna święci triumfy wśród maluczkich tego świata. Krytycy coraz częściej wpadają w tę pułapkę - oceniając jakieś dzieło sprawdzają przede wszystkim czy jest ono nowe, co mogłoby być gwarantem jakości. Dlatego więcej słyszymy zachwytów nad najnowszą kolekcją Thom’a Browne’a, Roberto Cavalli czy Marc’a Jacobs’a niż na przykład nad klasycznymi sukniami Valentino.

„Amerykański projektant Thom Brown tworzy outfity, które nikogo nie pozostawiają obojętnym” - przeczytałam na znanym modowym forum. Outfit to nic innego jak wygląd postaci - termin zaczerpnięty ze świata gier komputerowych znakomicie koresponduje z jego męską kolekcją na jesień/zimę 2012/13. Projekty odznaczające się dziwacznością, cudacznością, groteskowością faktycznie budzą silne emocje, ale poza szokowaniem i zdziwieniem, może nawet rozbawieniem nie niosą ze sobą niczego twórczego. Tu właśnie przebiega cienka linia między awangardą a ekstrawagancją. Avant garde to „straż przednia”, twórcy awangardy odrzucali dorobek kulturowy i poszukiwali nowych, oryginalnych rozwiązań ideowo-artystycznych, kreując własny świat szukający odrębnego języka wyrazu. Pionierstwo, częste teoretyzowanie na temat podejmowanych działań, odpowiedzialne traktowanie sztuki jako prekursora i animatora społecznego postępu - oto cechy awangardy. Projekty Thom’a Browne’a również dążą do całkowitego zdeformowania, zaburzenia proporcji postaci. Mężczyźni wyglądający jak karykatury komiksowych siłaczy, jak bracia bliźniacy Hulka, którzy dostali pracę w korporacji lub zostali sekretarką w banku. Ugrzecznione garnitury, kopertowe spódnice (!), garsonki będące dalekim odbiciem kostiumów Chanel, klasyczna kolorystyka oscylująca wokół szarości, czerni, różu i zieleni. Za rewolucją Coco Chanel wprowadzającą modę na małą czarną i kostiumy z lamówką szła zmiana przyzwyczajeń społeczeństwa, stylu życia, miejsca i praw kobiety w świecie. Marka, styl i przesłanie przez dziesięciolecia konsekwentnie zmieniały świat. Na taki sukces nie ma szans kolekcja, której jedynym zadaniem jest zaskoczyć, zaszokować, a w konsekwencji sprawić by o projektancie mówiono. Cel osiągnięty! Wszystkie kolekcje zauważyłam właśnie ze względu na ich ekstrawagancję, na szok i zaskoczenie, brak smaku, kiczowatość i towarzyszyło mi jedno pytanie: czemu to ma służyć? Wyrwaniu z okowy codzienności sklepowych ubrań i serialowych marzeń? Obudzeniu zblazowanej publiczności pokazów mody? Dla mnie było inspirujące, ale ja pracuję w teatrze, a jak pisze poeta: „Życie to nie teatr, ja ci na to odpowiadam; Życie to nie tylko kolorowa maskarada...”

Tekst i collage: dr Joanna Hrk