2013-08-28

Horror Vacui, czyli jesienny lęk przed pustką

Wraz z ostatnimi tropikalnymi upałami tego lata - które wyciskały z każdego człowieka krople potu na równi z poczuciem dumy narodowej, że proszę bardzo - u nas nad Wisłą może być tak samo albo i lepiej niż na jakimś tam drogim i obcojęzycznym skrawku plaży między zwrotnikami Raka i Koziorożca - więc, wraz z tymi ostatnimi 40 °C w cieniu, gdzieś na dnie serca czy może żołądka pojawił się pierwszy odbierany z ciała sygnał strachu. Sygnał słaby i może nie dla wszystkich wyczuwalny, ale jednak istniejący - lęk przed zbliżającą się pustką, której nie sposób zapełnić. Niczym bowiem nie da się zastąpić widoku przepięknych, lekko tylko okrytych kobiecych ciał, wystawionych na pieszczoty promieni słońca czy też męskich torsów i bicepsów, gotowych nieść pomoc w noszeniu hektolitrów wody mineralnej prawie na równi ze znoszeniem trosk codzienności. Z niczym nie da się porównać walizki wypełnionej po brzegi (i ponad wytrzymałość zapięć) dziesiątkami letnich mikro fatałaszków z grubymi i ciężkimi kilkoma zaledwie jesiennymi ubraniami. Z niczym. Żaden deszcz, nawet najbardziej romantyczny, ani żadne mimozy, nawet najpiękniej poetyckie, nie są w stanie zapełnić tej pustki powstałej po letnim wypaleniu słońcem. Lęk przed świadomością, że oto znowu kolejny rok minął, o czym nie dadzą zapomnieć żółknące i spadające z drzew liście - tak podobne do umykających marzeń o zasadniczych zmianach w życiu, wakacjach życia, miłości na całe życie... kolejny rok nie spełnionych.

W czasach globalnej wioski problem również jest globalny i dotyczy wszystkich nacji, nawet tych, które w grudniu mogą cieszyć się temperaturą powyżej 20 stopni, bo przecież wbrew pozorom nie o temperaturę tu chodzi. Lęk przed pustką (z łaciny horror vacui) odnosi się zasadniczo do tendencji w sztuce przejawiającej się w tworzeniu dekoracji zapełniających całą powierzchnię obiektu, bez pozostawiania pustego tła. Taki sposób traktowania powierzchni spotyka się w sztuce wielu kultur, np. u Celtów, Indian czy w sztuce islamu i baroku. Zazwyczaj ornament nie jest elementem niezbędnym dla istnienia struktury danego przedmiotu czy budowli, a jedynie jest stosowany jako element podziału określonej kompozycji i pełni funkcję jedynie ozdobną, czasem magiczną. Arabeska może być postrzegana jako rodzaj plastycznej formy mantry powtarzanej wielokrotnie.

Napisałam, że horror vacui odnosi się zasadniczo do tendencji w sztuce, ale przecież wszyscy wiemy, że cały świat nie znosi pustki i po jednej pani, która odeszła przyjdzie następna, że klin klinem, a sukienkę podartą w krzakach jeżyn należy zastąpić przynajmniej dwiema. Kreatorzy mody sinusoidalnie zapewniają, że „mniej znaczy więcej” kiedy najważniejsza jest treść, a nie forma lub odwrotnie - skupiają się na formie, dając szansę treści, by sama o siebie zawalczyła. Pojęcie „horror vacui” można zatem umieścić po drugiej stronie osi względem filozoficznego „mniej znaczy więcej”.

Jeśli ktoś odczuwa potrzebę zapełnienia po brzegi, to zapraszam na wybiegi projektantki Tory Burch. W jej kolekcji na sezon jesień-zima 2013/14, zachowana jest idealna równowaga między bogatymi fakturami tkanin, ich wzorami i krojem ubrań. Było to trudne zadanie, ponieważ projektantka inspirowała się zarówno malarstwem barokowym, kulturą stylu modernistycznego, obrazami Gustava Klimta i wyrobami jubilerskimi Rene Lalique. Widać z tego, że nawet na poziomie inspiracji zaistniał pełen horror vacui. Rozbierając to na części - kolorystyka kolekcji inspirowana była najlepszymi portretami epoki baroku i sprowadza się do: mleczno-białego, prawie czarnego, nasyconej czerwieni burgunda, ciemnoniebieskiego, bordo i złota. Z baroku Tory Burch zapożyczyła również wzory wykorzystywane do ozdobnych tkanin żakardowych, obiciowych i tapet. Suknie z niedoszacowaną talią, rękawy, wysokie faliste bufki, buty aksamitne i nietypowe ozdoby w postaci owadów - to już hołd dla epoki modernizmu. Stosowane materiały: aksamit, tweed, szyfon - pomagają dopełnić/odtworzyć obrazy z przeszłości. Jej tkaniny są zatem przebogate we wzory i faktury, ozdobione jeszcze dodatkową biżuterią rozmiarów telefonów komórkowych lub kluczy zawieszonych dzieciom na szyi. Aksamitne buty na obcasie z ozdobami ważek, mokasyny haftowane we wzory pięknych, barwnych żuków... Żadnego wolnego miejsca! Całość niemożliwa, ale przepiękna.

Nie próbujcie robić tego sami w domu. Takie rzeczy udają się tylko największym projektantom.

Tekst i ilustracje: dr Joanna Hrk