2014-07-16

Uskrzydlony miliarder - Antoni Ptak

Błotnisty bazar potrafił zmienić w nowoczesne centrum handlowe. Teraz miliarder Antoni Ptak chce ze Rzgowa zrobić drugi Mediolan albo nawet Paryż.

Takiego awansu nie przeżyło chyba żadne targowisko w Polsce. Zbieranina blaszanych hal i budek pod Rzgowem, zwana przez miejscowych „ptaszarnią”, w ciągu niespełna 25 lat przeistoczyła się w Ptak Fashion City, czyli handlowe miasto z przeszklonymi pasażami, kawiarniami, restauracjami, wygodnymi parkingami. Teraz ma być drugim Mediolanem, do którego dwa razy w roku będą się zjeżdżać projektanci, styliści, słynne modelki i kupcy z całego świata. Pierwszy Fashion Week pod Rzgowem ma ruszyć 29 sierpnia 2014 roku i jak przewidują organizatorzy ma skupić ok. 3 tys. wystawców i przyciągnąć 100 tys. odwiedzających. Choć pomysł brzmi nieco abstrakcyjnie, Rzgowianie wierzą, że się uda, bo pomysłodawcą i organizatorem imprezy jest nie kto inny tylko Antoni Ptak. Ten sam, dzięki któremu peryferyjny Rzgów pod Łodzią stał się jedną z najszybciej rozwijających się miejscowości w regionie, a w 2006 r. zyskał prawa miejskie.

Na razie Ptak Fashion City zajmuje ok. 40 ha, ale jego właściciel, do którego należy 200 ha pod miastem, chce stworzyć tu największe na świecie centrum handlowo-wystawiennicze: z hotelami, biurowcami, kolejnymi pasażami handlowymi, centrum samochodowym z torem testowym. Może nawet z kolejką linową. Wierzy, że dzięki międzynarodowym targom mody, festiwalom i licznym imprezom związanym z branżą tekstylną, to Rzgów, a nie tylko Paryż czy Mediolan, będzie dyktować światu, co ma się nosić w kolejnych sezonach. Na razie udało mu się pozyskać do współpracy kilku znanych polskich projektantów, ale sztab ekspertów z firmy pracuje nad ściągnięciem gwiazd z zagranicy. O tym, kto to będzie przekonamy się już niebawem.

Wielka metamorfoza
Rozbudowywane przez lata centrum handlowe stało się żyłą, która sprawiła, że drobny przedsiębiorca rodem z Piotrkowa Trybunalskiego jest dziś jednym z najbogatszych Polaków (10. miejsce na liście „Forbes” i „Wprost”). Jego majątek wyceniany jest na prawie dwa miliardy złotych, ale jak zauważa sam Ptak, szacunki mogą być mało precyzyjne. Same nieruchomości pod Rzgowem warte są ponad 1,8 mld zł, a biznesmen ma jeszcze kilka domów w różnych miejscach na świecie, rozmaite spółki, inwestycje kapitałowe...

Dziś, patrząc na zdjęcia Ptaka trudno uwierzyć, że ten elegancki, zadowolony z siebie sześćdziesięciolatek 25 lat temu chodził w dresach z kreszu i pantoflach z plecionką. Ale to właśnie wtedy, obserwując ruch na okolicznych bazarach, młody Ptak wpadł na pomysł by założyć własne targowisko. Kupił kawałek pola od rolnika i postawił na nim hangary lotnicze z demobilu. Kupcy chętnie wynajmowali od niego powierzchnię, bo miejsce handlowe pod dachem to był wówczas luksus. Opłaty targowe szybko im się zwracały, gdyż klientów było mnóstwo. Przyjeżdżali po dżinsy marmurki, białe skarpetki frote, bermudy w hawajskie wzory... jednym słowem - prawdziwe importowane hity, których próżno by szukać w państwowych czy spółdzielczych sklepach. W miarę jak blaszaków przybywało, rósł również majątek Ptaka. Już w 1995 r. został on uznany przez kapitułę Polish Business Club za biznesmena roku, a w roku 1996 tygodnik „Wprost” umieścił go na liście najbogatszych Polaków na wysokim 27. miejscu.

Ptak był też jednym z pierwszych, którzy postawili na sprzedaż hurtową odzieży szytej w Polsce. Wykorzystał to, że w latach 90. pojawiło się mnóstwo prywatnych szwalni i firm odzieżowych, które powstały w miejsce wielkich upadłych zakładów tekstylnych. Ptak wynajmował im powierzchnię handlową, gdzie mogli sprzedawać szyte przez siebie ciuchy. Zwykle były to kopie tego co najlepiej sprzedawało się w drogich warszawskich sklepach. Szybko rozniosło się, że pod Rzgowem super spodnie, sukienki czy płaszcze można kupić tanio. Po zakupy zaczęli przyjeżdżać do Ptaka nie tylko klienci detaliczni, ale też kupcy z całej Polski, którzy robili tu hurtowe zakupy do swoich sklepów. Prawdziwą złotą żyłą okazali się handlowcy z Ukrainy, Białorusi, Litwy, Rosji. Wielu z nich wyjeżdżało spod Rzgowa wyładowanymi po dach tirami.

Moda na modę
Dziś Ptak nie bardzo lubi jak wypomina mu się bazarową przeszłość. Nie znosi też jak ktoś o jego przedsięwzięciu mówi „targowisko”. Już ponad dekadę temu pilnował, żeby o Rzgowie mówiono nie inaczej niż „centrum handlowe”. To właśnie wysyp w Polsce zagranicznych moli sprawił, że Ptak postanowił wejść na wyższy poziom sprzedaży. Dokupił ziemi, wybudował nowe hale, zainwestował w profesjonalne oświetlenie, infrastrukturę. - Nie miał wyjścia, bo centra handlowe zaczęły zabierać klientów bazarom - mówi Andrzej Maria Faliński, generalny dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. - Ludzie wzbogacili się, zaczęli wyjeżdżać za granicę, wzrosły ich wymagania. Bazary zaczęły się kojarzyć z tandetą. Żeby przetrwać, Ptak musiał pójść do przodu.

Nie wszystkim to „wyjście do przodu” się podobało. Ptak podnosząc standard swojego centrum, podniósł też opłaty, wprowadził nowe porządki (zakazał np. wystawiania towarów przed stoiskami, kazał zmienić brzydkie wystawy). - Ci, którzy nie byli się w stanie dostosować musieli odejść - opowiada Maria, dzierżawiąca stoisko w hali A Bis.

O tym, że miliarder postawił na jakość świadczy też otwarty rok temu Ptak Outlet. Ten liczący ponad 33 tys. m2 powierzchni obiekt jest największym centrum wyprzedażowym w Europie. Ptak wyłożył na jego realizację 90 mln zł, ale inwestycja robi wrażenie: na zewnątrz przypomina XIX-wieczną fabrykę, w środku ma najwyższy europejski standard. Marki też ekskluzywne, za to ceny znacznie niższe niż w klasycznych centrach. Biznesmen postarał się też, żeby na otwarciu nie zabrakło VIP-ów: była m.in. Doda, Natalia Siwiec, Radosław Majdan. A specjalny pokaz mody przygotowała Ewa Minge. Ceny najmu powierzchni też światowe: od 30 do 90 euro za m2, czyli tyle co w warszawskiej Arkadii czy poznańskim Starym Browarze. Ale chętnych nie brakuje, każda wolna powierzchnia szybko znajduje dzierżawcę. Trudno się dziwić: centrum odwiedza rocznie 6 mln klientów, z czego 2 mln to obcokrajowcy.

Outlet to jednak tylko preludium. Przedsiębiorca wierzy, że dzięki międzynarodowym targom mody uda mu się wypromować 10 tys. firm odzieżowych działających pod Łodzią. - Mamy świetnych projektantów, dobre tkaniny, wysoką jakość wykonania. Trzeba to tylko dobrze zaprezentować i sprzedać - mówił biznesmen dziennikarzowi Newsweeka.

Rzgowianinem, który mocno trzyma kciuki za ostatnie pomysły miliardera jest burmistrz miasta, Jan Mielczarek. - Nic by tu nie było, gdyby nie Ptak - mówi. - W każdym ze sklepów czy restauracji w centrum pracuje po kilka osób, więc bezrobocie u nas jest najniższe w powiecie. Co więcej, przyjeżdżają do nas ludzie do pracy z Pabianic nawet Łodzi, rejestruje się coraz więcej firm.

Rzgów nie ma kłopotów finansowych. Budżet miasta to prawie 39 mln zł, z czego ponad 3 mln zł to podatki z Ptak Fashion City. Jeśli inwestycja rozwinęłaby się tak, jak oczekuje jej właściciel, pieniędzy w miejskiej kasie byłoby znacznie więcej. Mielczarek wierzy, że Ptak, jak przed laty, znów wyczuł trend, bo dziś wszyscy albo prowadzą blogi o modzie albo projektują ubrania albo kupują na potęgę.

Piłkarski samobój
Niestety, nie wszystkie przedsięwzięcia Ptaka okazały się sukcesem. Sparzył się na biznesie piłkarskim. Był właścicielem ŁKS Łódź i Pogoni Szczecin, sponsorował Lechię Gdańsk. Najbardziej zaangażował się w ŁKS (doprowadził nawet do tego, że klub został mistrzem Polski) oraz w Pogoń Szczecin. W tym ostatnim klubie wymyślił sobie, że zawodnikami będą młodzi Brazylijczycy. - To byli utalentowane kilkunastoletnie chłopaki, których szkoliliśmy i którzy mogli stać się prawdziwymi gwiazdami - wspomina Jan Tomaszewski, trener, a obecnie poseł PiS. - Niestety, środowisko piłkarskie zaszczuło ich. Chłopcy źle się czuli, przegrywali mecze. W efekcie projekt upadł. Tomaszewski uważa, że mógł być z tego świetny biznes, bo za młodych, świetnie wyszkolonych piłkarzy kluby dostają dziś po kilka, kilkanaście milionów dolarów. - Ptak miał dobry pomysł, tylko zaczął go realizować kilka lat za wcześnie - dodaje Tomaszewski.

W sumie w piłkarskie przedsięwzięcia Antoni Ptak zainwestował kilkadziesiąt milionów złotych. Dziś do piłki nie ma zamiaru wracać. Przynajmniej w Polsce. Sporo czasu spędza w Brazylii, gdzie zainwestował w szkółkę talentów piłkarskich. Ponadto, mieszka również na Florydzie, Lazurowym Wybrzeżu czy w swoim zamku w Turenii we Francji. Przez ostatnie lata firmą zarządza zdalnie, komunikując się z menedżerami przez Skype. Do Polski przylatuje rzadko, ale dziennikarzy zapewnia, że to właśnie tu jest jego gniazdo.

Autor: Ewa Wesołowska
Źródło: BIZNES.PL (link do artykułu)