2014-08-25

Debiuty reaktywacja

Jeremy Scott dla Moschino

„Debiut” z francuskiego oznacza pierwszy rzut, pierwsze publiczne wystąpienie w jakiejś dziedzinie... Czytając krzykliwe i pełne zachwytów nagłówki prasy modowej, komentujące kolejne pokazy kolekcji jesień-zima 2014/2015, można by ulec złudzeniu, że mamy do czynienia z wyjątkowym urodzajem młodych zdolnych projektantów, którym w dodatku dano niepowtarzalnĄ szansę na ukazanie pełni swoich możliwości kreacyjnych, oddając w ich niedoświadczone i dziewicze ręce wielkie modowe kolosy. Można by ulec, ale mając w sobie odrobinę niewiary (dalekiej od niewiary pewnego biblijnego bohatera zwanego skąd inąd Niewiernym Tomaszem) wystarczy lekko uchylić rąbka nawet nie tajemnicy, ale ubiegłego sezonu, by okazało się, iż nasza niewiara wyrosła na dobrze użyźnionej marketingowym nawozem glebie reklamowej prawdy prasowej. Prawda prasowa (zwłaszcza ta reklamą podszyta) różni się od prawdy i „tys prowdy” oraz tuzina innych prawd tym, że jej zadaniem jest reklamowa poprawność polityczna, wzbudzanie sensacji, atrakcji i pokrewnych akcji tematu poruszanego w prasie.

Modowe debiuty odnoszące spektakularne sukcesy! - to temat na wskroś atrakcyjny dla całej rzeszy młodych - naprawdę młodych, obiektywnie młodych i autentycznie młodych - projektantów. Projektantów, którzy na jawie marzą o karierze swoich kreacji na wybiegach stolic mody, nocami śnią o byciu reinkarnacją Gabrielle Bonheur Chanel zwanej Coco, a na co dzień ledwo wiążą koniec z końcem i uczą się w licznych artystycznych szkołach na całym świecie. Nośny tytuł: „Spektakularny debiut” daje motywację dużo większą do prób odniesienia sukcesu niż bliższy prawdzie tytuł: „Mozolne wspinanie się po drabinie kariery” albo „Piętnaście lat pracy uwieńczone sukcesem”... nawet tym czytelnikom, którzy z modą i krawiectwem maja tyle wspólnego co posiadanie umiejętności przyszycia guzika do koszuli urwanego w chwili uniesienia lub irytacji. Debiuty, o których z takim entuzjazmem rozpisywała się prasa modowa, to tak naprawdę re-debiuty czy też reaktywacja. Re-debiuty, czyli uznani projektanci z wieloletnim dorobkiem debiutujący w sztandarowych markach: Nicolas Ghesquiere w Louis Vuitton, Jeremy Scott w Moschino, Katie Hillier i Luella Bartley projektujące dla Marc by Marc Jacobs.

Louis Vuitton, zwany klejnotem w koronie Francji, jest luksusowym domem mody założonym w 1854 r. przez Louis’a Vuitton’a. Najbardziej znany wzór - Monogram Canvas - został zaprojektowany przez syna Vuittona, Georges'a w 1896 r. Ciekawe jest to, że Louis Vuitton jest najczęściej podrabianą marką w historii, tylko poniżej 1% ze wszystkich produktów sygnowanych przez nią nie jest podrabiana. Ten modowy klejnot został zawieszony na szyi projektanta Nicolasa Ghesquiere, który najpierw zdobywał szlify w samodzielnej działalności, by po kilku latach wytężonej pracy zostać dostrzeżonym na rynku mody i w 1996 r. przejąć kierownictwo domu mody Balenciaga, gdzie przepracował 15 lat. Teraz przy dźwięku fanfar obejmuje Louis Vuitton. Projektant jest aktywny zawodowo od ponad 20 lat, dlatego mówienie o debiucie jest w moim odczuciu dużym nadużyciem. Tak czy inaczej, jego projekty ożywiły wizerunek marki i dla wielu wybrednych klientów będą przyczynkiem do cudownie odświeżającego procesu całkowitej wymiany garderoby (nie wyłączając moli) w szafach wypełnionych po brzegi tylko markowymi rzeczami. Teraz kilka żołnierskich słów o kolekcji: mój kobiecy pierwiastek nie krzyczy z bólu nieposiadania niczego z najnowszej kolekcji Louis Vuitton. Rozwijając nieco: torby są klasyczne i przewidywalne, rozpoznawalne i twórcy podróbek mogą spać spokojnie - nic się nie zmieni do momentu gdy nie zaczynamy rozpatrywać sprawy z poziomu znajdź trzy szczegóły różniące rysunek. Sylwetka kobieca jest mocno zachwiana przez bardzo rozbudowane ramiona (mimo podkreślenia talii paskami), być może dlatego, że czasem talia jest podniesiona, a czasem obniżona. Zaletą są cudownej jakości skóry i tkaniny.

Nicolasa Ghesquiere dla Louis Vuitton

Jeśli chodzi o Katie Hillier i Luellę Bartley projektujące dla Marc by Marc Jacobs, to powstały szum bierze się być może stąd, że po raz pierwszy (DEBIUT!) marka Marc Jacobs jest prowadzona przez innego projektanta niż sam Marc Jacobs, który a propos debiutów - na początku 1987 r., w wieku 24 lat, został najmłodszym projektantem mody, nominowanym do najwyższego odznaczenia: The Council of Fashion Designers of America (CFDA) Perry Ellis Award for New Fashion Talent. Obie projektantki - czym pewnie niektórych zaskoczę - nie są debiutantkami, a ich wspólna kolekcja może wydawać się ciekawa, choć raczej niekoniecznie ładna, czyli za słownikiem języka polskiego: odznaczająca się urodą; taka, która się komuś podoba. „Ładna” nie ma znaczenia pejoratywnego.

Katie Hillier i Luellę Bartley dla Marc by Marc Jacobs

I wreszcie wisienka na torcie, czyli Jeremy Scott - odważny, nietuzinkowy, łamiący konwenanse, projektant będący na topie od 1997 r. „Debiutując” w Moschino zaproponował zabawę w fast-fashion. Metafora fast-foodów jest druzgocąco przenikliwa, nie trącając irytująco dydaktywizmem. Zabawna i ożywcza, inteligentna i po prostu ładna kolekcja nie tylko dla wielbicieli „frytek”. Fast-fashion tak jak i fast-art - jest już faktem czy tego chcemy, czy nie, niezależnie od przeintelektualizowanych, przepojonych filozofią tyrad o sztuce (także tej współczesnej). Re-debiut to także znak czasu przepełnionego oczekiwaniem na fast-karierę nieomylnie następującą po fast-debiucie.

Fast-tekst i takież ilustracje: dr sztuki Joanna Hrk