STARCIE GIGANTÓW, czyli PUNKTY PRZECIWSTAWNE

Łódź - miasto, które rozwinęło się za sprawą przemysłu włókienniczego - dołączyło do szanownego grona miast oficjalnie związanych z modą, takich jak Paryż, Londyn, Mediolan czy Nowy Jork. Twórcy Łodzi Przemysłowej - fabrykanci, nazywani królami polskiej bawełny - Izrael Poznański, Henryk Grohman, Karol Scheibler i Ludwik Geyer - z przemysłowych zaświatów spoglądali z zachwytem na triumfalny powrót Ziemi Obiecanej. Ziemia tym razem została obiecana projektantom. Pojawiły się czerwone dywany, limuzyny i znakomitości oblegane przez fotoreporterów oraz przyszłe, potencjalne lub niedoszłe znakomitości, których nikt nie tylko nie oblegał, ale nawet nie zauważał. Projektanci, kreatorzy, styliści, kolekcje i modelki. Podczas Tygodnia Mody FashionPhilosophy widziałam wiele pokazów, w tym dwa rangi światowej.

Dwa punkty przeciwstawne na osi wybiegu, czyli Agata Ruiz de la Prada i Georges Chakra. Wielkie nazwiska i wielkie osobowości - oto co ich łączy i powoduje, że znajdują się na poziomie powierzchni sławy Wielkich Projektantów. Cała reszta ich dzieli i rozsuwa na długości osi. Tę odmienność można było obserwować i podziwiać na tegorocznym święcie mody, jakim niewątpliwie był Fashion Week Poland w Łodzi. Pierwszą imprezą był konkurs I edycji Fashion Designer Awards, podczas którego zachwycałam się pokazem znakomitej kolekcji Chakry. Pochodzi z Libii, projektuje od 23 lat, od 2001 r. prezentując swoje kolekcje  podczas Tygodnia Haute Couture w Paryżu - jednego z najbardziej prestiżowych wydarzeń mody na świecie. Oglądając jego kolekcję „Lato 2009” - prawie piałam z zachwytu. Moim sercem i głową niepodzielnie zawładnęła cudowna, nieziemska, zachwycająca kolorem, czarująca fakturą, porażająca doskonałością, olśniewająca detalem i szczegółem (w którym tkwi całe stado diabłów) żółta suknia z plisowaną aplikacją. To prawdziwe dzieło mody i sztuka przez duże „S”. Kiedy na wybiegu ukazała się modelka w tej boskiej sukni, z większości ust widzów wyfrunął mimowolny jęk zachwytu. Wszyscy obecni poczuli oddech wielkiego krawiectwa, w starej fabryce powiało wielkim światem. Lekka i zwiewna, a jednocześnie ciężka od warstw suknia, swobodnie spływała kaskadą z ramion modelki do samej ziemi. Kolor nieregularnie farbowanego materiału przechodzi od żółci do ciemnego brązu. Nasycenie koloru jest maksymalne, a dodatkowy efekt przenikania barw wynika z nakładania się na siebie warstw półprzezroczystej tkaniny. Chakra uzyskał znakomity efekt mżenia dzięki plisowanej aplikacji, która udrapowana jest tak pięknie, że z daleka wygląda jak girlanda kwiatów. Pozostałe suknie składające się na kolekcję były potwierdzeniem słynnej precyzji i profesjonalizmu Chakry. „Wszystko jest w detalu, luksus jest w detalu” - tak brzmi jego leitmotiv i widać było, że to nie puste słowa.

Wycinanki, aplikacje, zabawa materiałem, tkaniną, fakturą i formą - to opis, który doskonale charakteryzuje zarówno pokaz letnich sukien Chakry... jak i jesienno-zimowej kolekcji Agaty Ruiz de la Prady. Jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie pomyliłby sukien tych projektantów. Agatha Ruiz de la Prada jest dumą hiszpańskiej mody. Niefortunna zbieżność nazwisk powoduje, że przez dyletantów często jest mylona z włoską projektantką Miuccią Pradą. Jednak różnica patrzenia na modę między paniami jest mniej więcej taka, jak między Pałacem Poznańskiego a Białą Fabryką Geyera. Miuccia Prada jest uznawana za jedną z trzydziestu najbardziej wpływowych kobiet Europy, posiadającą klasyczny, niezawodny smak. Projekty Agathy Ruiz de la Prady najczęściej opisuje się jako „niesforne i optymistyczne”, ocierające się o surrealizm unurzany w orgii optymistycznych kolorów (różowy, żółty, czerwony, fioletowy i niebieski). Jako projektantka swą karierę rozpoczęła w latach 80., od razu zwracając na siebie uwagę świata mody.Słynie z zamiłowania do niekonwencjonalnej zabawy kolorami, co w wolnym tłumaczeniu znaczy, że łączy ze sobą kolory, których nikt inny nie odważyłby się połączyć, nie narażając się przy tym na podejrzenie o daltonizm. Jej pomysły na ubrania to surrealizm lub powrót w świat dziecinnych kolorowanek i marzenia o landrynkowych polach, jednak bez przekroczenia niebezpieczniej granicy, za którą jest infantylizm. Kolekcję jesień-zima 2009/2010 oglądałam podczas 17. edycji Złotej Nitki - znanego konkursu dla projektantów, zorganizowanego w ramach Fashion Week. Artystka, którą nagrodzono specjalną Złotą Nitką, strojem doskonale pasowała do własnej kolekcji, czym uwierzytelniła swoje przesłanie. Projektuje dla odważnych i lubiących bawić się modą kobiet, którym niestraszne szalone kolory ani ekscentryczne dodatki. Jej pokaz przerodził się w prawdziwy show z błyskami kolorowych świateł, dymami i monsunowym deszczem wielkiego, różowego, błyszczącego konfetti, które stało się dla tego pokazu przysłowiową kropką nad „i”. To kolekcja, którą można przepisywać jako antydepresant każdej z kobiet Almodovara, czyli takich, które są na skraju załamania nerwowego. Szokowa terapia kolorem potrafi zdziałać cuda - medycyna zna takie przypadki.

Cudowna różnorodność dwóch znakomitości świata mody widziana z bliska, była jak starcie gigantów oglądane z balkonu własnego domu. Ziemia się zatrzęsła, a lud wiwatował. Nie było wygranych, bo o gustach się nie dyskutuje. Zostało zadowolenie i zachwyt, że na własne oczy to widziałam. Widziałam dwa punkty przeciwstawne na osi, a przecież od dawna nie zajmuję się geometrią.

Tekst i foto: Joanna Hrk