Smaczki polskiego FASHION WEEK

FashionPhilosophy Fashion Week Poland - pierwszy polski tydzień mody, który odbył się w Łodzi w dniach 28 maja - 5 czerwca - był wydarzeniem, oczekiwanym od lat przez rodzime środowisko modowe. Wbrew wszelkim obawom, trudnościom związanym z organizacją imprezy takiego formatu, FashionPhilosophy okazało się ogromnym sukcesem. Profesjonalnie przygotowany, obfitujący w prezentacje kolekcji polskich i zagranicznych projektantów tydzień mody z miejsca zyskał miano przedsięwzięcia prestiżowego i na światowym poziomie.

Fashion Week to jednak nie tylko pokazy, to także ceremonie rozdania nagród w różnych konkursach, wystawy, koncerty, seminaria, konferencje prasowe oraz „to co tygrysy lubią najbardziej” - bankiety i afterparty. Subiektywne zestawienie „smaczków” polskiego Fashion Week stanowi okazję do degustacji tego wszystkiego, co podczas tygodnia mody wzbudzało największe emocje...

Najlepszy pokaz zagraniczny
Warto zacząć od jakiegoś wrażenia pozytywnego, choć to akurat wyjątkowo trudna kategoria. Jak bowiem wskazać faworyta w kwestii choreografii, czy też scenografii pokazów, gdy w wielu z nich brała udział ta sama grupa modelek, a przygotowywali je ci sami choreografowie? Skupimy się zatem na zawartości „merytorycznej”. Największe chyba uznanie publiczności - również jej części profesjonalnej - zyskał pokaz portugalskiego projektanta Miguela Vieiry. Jego perfekcyjne krawiectwo - ostre cięcia, dopasowane, precyzyjne konstrukcje, wysokiej jakości innowacyjne materiały - wzbudziły zachwyt na widowni. Konsekwentna kolorystycznie, różnorodna kolekcja, oryginalne buty, a wszystko w oprawie energetycznej muzyki - warto było czekać aż do 22-giej, aby to zobaczyć.

Najsłabszy pokaz zagraniczny
Kategoria niewątpliwie kontrowersyjna - z pewnością wiele osób się ze mną nie zgodzi. Nie można powiedzieć, żeby pokaz któregokolwiek z zagranicznych gości okazał się totalną klapą, ale z pewnością niektóre były przeciętne, a przynajmniej nie rzuciły na kolana. Agatha Ruiz de la Prada, promowana jako jedna z gwiazd FashionPhilosophy, zaprezentowała stroje dziewczęce, barwne, energetyczne. Problem w tym, że żadna jej kolekcja nie różni się od pozostałych, gdyż wszystkie wykonane są według formuły: maksimum koloru, minimum pomysłu (czy też konstrukcji), która w pewnym momencie po prostu się wyczerpuje (choć nie sposób odmówić hiszpańskiej projektantce talentu do tworzenia intrygujących dodatków). Nie zachwyciła też marka Julian Red, ponoć bardzo popularna w Szwecji. Największym jednak zawodem okazała się dla mnie kolekcja pokazana w ostatnim dniu tygodnia mody, w ramach RE-ACT Fashion Show. Gwoździem programu tej gali był pokaz berlińskiego domu mody LAC ET MEL i jego głównego projektanta - Georga Clemensa. Zdecydowanie pochwalam proekologiczne podejście wpisujące się w gorący eko-trend (LAC ET MEL, jako pierwszy dom mody na świecie, wdrożył całkowicie przyjazny środowisku naturalnemu proces produkcji), natomiast sama kolekcja mocno mnie rozczarowała. Brak w niej było jakiejkolwiek idei przewodniej, spójności kolorystyki. Banalne konstrukcje i niewielka różnorodność fasonów szybko mnie znużyły (jedynym elementem godnym zauważenia były świetne, jasnożółte podszewki w stonowanych, beżowych ubraniach).

Najbardziej ekscentryczny gość
W świecie mody wręcz roi się od osób, które swoim strojem, fryzurą, zachowaniem wzbudzają mieszane reakcje. Czasami ta nietypowa otoczka jest dodatkiem do oryginalnej osobowości, wpływowej pozycji, czasami jednak ekscentryczna kreacja jest rozpaczliwą próbą zwrócenia na siebie uwagi. Wśród wielu stylowo ubranych osób, jakie codziennie pojawiały się na poszczególnych wydarzeniach FashionPhilosophy, największe zainteresowanie (a zarazem konsternację) wzbudzała Diane Pernet. Ta na oko pięćdziesięciokilkuletnia dama zawsze miała na sobie powłóczyste, czarne kreacje do ziemi, a na głowie upiętą misterną konstrukcję z czarnym welonem. Niezależnie od pory dnia i tego czy przebywa w pomieszczeniu, czy na zewnątrz, Diane ukrywała twarz za wielkimi szkłami czarnych okularów, co nadawało jej nieco mroczny wygląd w połączeniu z bladą cerą i krwistoczerwonymi ustawi. Diane Pernet jest znanym, wpływowym krytykiem mody, pracuje dla francuskiego Elle. Na pokazach stanowi oczekiwanego, szanowanego gościa, którego opinia jest niezwykle cenna. Warto dodać, że zachwyciła się Łodzią i jej atmosferą oraz pochwaliła organizację całego FashionPhilosophy.

Najciekawsze wnętrze
Polski Fashion Week, choć był pierwszą imprezą tego typu, został od początku zaplanowany jako wydarzenie multidyscyplinarne, odbywające się jednocześnie na wielu płaszczyznach - nie tylko estetycznych, ale i przestrzennych. Różnorodne, niekiedy kontrastujące ze sobą wnętrza podkreślały wyjątkowość, zarówno samego FashionPhilosophy, jak i miasta Łodzi. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem okazała się „modowa” odsłona łódzkiej Hali Expo, gdzie prezentowano większość kolekcji. Utrzymane w odcieniach amarantu i czerni, z minimalną ilością światła, skrytymi w mroku barami, nowoczesnymi, geometrycznymi meblami - wnętrze to nabrało charakteru luksusowego, wyrafinowanego, prawdziwie glamour. Hotel Andel’s, którego otwarcie zbiegło się początkiem tygodnia mody oraz w którym zorganizowano kończącą go imprezę, zachwycił połączeniem minimalistycznej, nowoczesnej architektury i wzornictwa z wyeksponowanymi secesyjnymi oknami, czy też odkrytymi fragmentami ceglanego muru dawnej fabryki, w której go urządzono. Choć trudno dokonać jednoznacznego wyboru, miano najciekawszego wnętrza tej imprezy przyznam dawnej fabryce Uniontex. Zorganizowano tam między innymi pokaz firmy Julian Red. Jednak to nie kolekcja (mocno przeciętna) wzbudziła największy entuzjazm, lecz niesamowite, wiekowe hale byłych zakładów produkcyjnych - zniszczone, zaniedbane... Ich piękno trzeba dostrzec spod kurzu - opuszczona fabryka w swej samotności i zapomnieniu niejako drwi z ulotnej mody, która prezentowana jest w jej wnętrzu.

Największa kompromitacja
Przyznanie tego niechlubnego tytułu nie sprawi mi żadnych problemów. Trudno uniknąć jakichkolwiek wpadek przy wydarzeniu takiego formatu jak Fashion Week i jestem pełna podziwu dla organizatorów, którym zdarzyło się ich tak niewiele. Niestety, nie wszystko da się przewidzieć... Konkurs Złota Nitka, który w tym roku odbywał się już po raz siedemnasty, kończy się galowym pokazem kolekcji finalistów - co roku lepiej dopracowanym, coraz bardziej prestiżowym. I jest w tym jakiś paradoks, że profesjonalizm sfery techniczno-organizacyjnej staje się rokrocznie odwrotnie proporcjonalny do nie-profesjonalizmu prowadzących imprezę. W tym roku, zapewne by dodać wydarzeniu prestiżu, w roli konferansjerów wystąpili dziennikarze Dorota Gardias-Skóra i Marcin Prokop. O ile do pani Gardias nie mam zastrzeżeń, gdyż oprócz powalającego uśmiechu i pięknego ciała w złotej kreacji Paprocki-Brzozowski okazała się ona sprawną, dobrze przygotowaną prowadzącą, o tyle Marcin Prokop co najmniej rozczarował... Na przemian mówił swoje (lub pani Doroty) kwestie raz po polsku, raz po angielsku, choć na początku zapowiedział, iż będzie posługiwał się wyłącznie językiem angielskim (z uwagi na wielu zagranicznych gości). Był wyraźnie nieprzygotowany i niezorientowany co właściwie prowadzi, o co w tej imprezie chodzi, a każdy jego kolejny żart wydawał się gorszy od poprzedniego... Słowem: porażka, której ukoronowaniem było skomentowanie występu Dominiki Gawędy, kończącego pokaz Agathy Ruiz de la Prada, słowami „dziękujemy za występ... naszej wokalistce” - gdyż najwyraźniej pan Prokop nie został poinformowany lub też sam się nie doinformował kto zaśpiewa...

Największe zaskoczenie
Pierwsze edycje wszelkich ważnych wydarzeń niosą za sobą wiele ryzyk, wątpliwości i nieprzewidzianych sytuacji. Okazuje się, że dla przeważającej części polskiego środowiska modowego ogromnym zaskoczeniem było, iż na miasto, w którym odbędzie się tydzień mody wybrano Łódź. Oczywiście, organizatorzy uznali, że wobec włókienniczo-fabrykanckiej historii oraz faktu, iż łódzka Akademia Sztuk Pięknych kształci najsłynniejszych polskich projektantów, naturalne jest ulokowanie FashionPhilosophy właśnie w tym mieście. Tym większym dla nich z kolei zaskoczeniem był fakt, iż „obrażona” Warszawa tak nielicznie stawiła się - w osobach projektantów, dziennikarzy czy tzw. celebrytów - na wydarzeniach tygodnia mody. Wydaje się, że skoro pierwszy polski Fashion Week odniósł ogromny sukces, ludzie mody z Warszawy, którzy z góry go zignorowali, muszą czuć się wielce zaskoczeni: jak mogli popełnić taki błąd?...

Najciekawsze połączenie
FashionPhilosophy obfitował w ciekawe połączenia - mody z muzyką, fotografią czy ekologią; łączył style, miksował tendencje. Na największą pochwałę zasługuję pomysł organizatorów, by w ramach tego prestiżowego wydarzenia zawrzeć nie tylko pokazy uznanych już projektantów, ale również najważniejsze konkursy dla nowego pokolenia twórców, którzy stanowią wielką wartość, a przy tym tak bardzo potrzebują promocji. XVII edycja Złotej Nitki - po raz pierwszy w wymiarze międzynarodowym - była najważniejszą galą w drugim dniu Fashion Week (29 maja). Z kolei inna gala - Gala Dyplomowa Katedry Ubioru ASP w Łodzi, która odbyła się już po raz XIV, zastąpiła nareszcie dwie konkurujące imprezy, które przez lata rywalizowały o dyplomantów biorących w nich udział. Z kolei Fashion Designer Awards, który otworzył FashionPhilosophy 28 maja, to nowy, ogólnopolski projekt przygotowany z myślą o młodych, utalentowanych ludziach, którzy dopiero marzą o tym, by profesjonalnie zająć się projektowaniem ubioru. I wreszcie: RE-ACT Fashion Show, w ramach którego projektanci wzięli udział w konkursie na kolekcję z recyklingu. Zestawiając ze sobą tak wiele konkursów o różnym charakterze, tydzień mody zarazem podniósł rangę każdego z nich, a co za tym idzie - także samego w nich udziału oraz zdobytych wyróżnień. Oby więcej takich udanych połączeń!

Najważniejsza cecha
Najważniejszą cechą pierwszego polskiego Fashion Week była koncentracja na modzie. Brzmi banalnie? Nie, gdy zastanowimy się, jak obecnie na co dzień prezentowana, opisywana jest moda w rodzimych mediach. Moda stała się dodatkiem do krajowego życia salonowego, elementem kreacji polskich celebrytów. Promuje się w Polsce wciąż kilku tych samych twórców, nie dopuszczając do głosu młodych. Czołowi polscy projektanci zdają się zajmować jedynie tworzeniem kolejnych sukien wieczorowych dla gwiazd seriali. FashionPhilosophy przełamał ten trend - tu rzeczywiście chodziło o modę. O jej rozwój, kondycję; o pomysł, oryginalność; o warsztat. Podczas tygodnia mody wreszcie wartością było nie nazwisko, lecz talent i jakość. Za tę konsekwencję, za powrót do właściwej hierarchii, do równowagi oraz za odwagę - pełny podziw dla organizatorów.

Czy już się Państwo rozsmakowali? Cóż, trudno połączyć wszystkie doznania w jednym artykule... Miejmy nadzieję, że tygodnie mody w Polsce co roku będą wspaniałą ucztą dla wszystkich zmysłów.

Magda Koniarska
foto: AKPA