Groszkobranie
Na skraju lata - opaleni, rozleniwieni, często zakochani lub na zakręcie rozstania - w rozkojarzeniu nie zauważamy istotności przyrodniczych. A tymczasem lato wyjątkowo obrodziło tego roku. Po prostu klęska urodzaju!

Zapewne taki wstęp pasowałby do wielu dziedzin gospodarki (w każdym razie mam taką nadzieję), ale ja nieustająco zamiast opiewać uroki wsi pozostanę przy poletku mody. Rzecz będzie o groszkach. Groszkach, grochach i groszeczkach.

Od początku sezonu, wraz z pierwszymi promieniami wiosny na sukienkach, bluzkach, butach, torebkach, okularach i we wszystkich pozostałych zakamarkach mody pojawiły się groszki. Jak zboże ozime groszki pojawiły się od razu i to w pełnej krasie i okazałości. Taki stan utrzymuje się przez cały sezon. Groszki mają się świetnie, niezależnie od stanu wody w Wiśle i stopnia zasilania. Przeglądając ubiegłoroczne zdjęcia z wakacji lub stare druki prasy kobiecej można byłoby zadać pytanie: Czym różnią się tegoroczne groszki od tych, które zdobiły ubrania w poprzednich sezonach? Odpowiedź jest krótka i zasadnicza - WSZYSTKIM - rozmiarem, kolorem, statusem. Jedno może jest tylko bez zmian - odwzajemniona miłość kobieca.

Piosenka w swych słowach zapewnia, że „kocha się za nic...”, ale ja jednak spróbuję wymienić tych kilka podstawowych cech, za które kochamy groszki. Groszki są słodkie, przypominają ten beztroski czas, kiedy w kieszonce sukienki trzymało się skarby, od których zależało szczęście w życiu: skrzydełko ważki, błękitne szkiełko czy kryształowy guzik. Wszystkie te skarby miały większą wartość niż teraz markowa torebka Chanel. Dlaczego? Bo byłyśmy dziećmi, a do osuszenia łez wystarczyła garść kolorowych słodkich groszków. Tych samych, które potem zaklęte dotykiem projektanta możemy odnaleźć na sukience lub torebce. Kiedy sięgamy po sukienkę w groszki, podświadomie próbujemy wymówić zaklęcie o poczuciu bezpieczeństwa i szczęścia. Groszki otwierają drzwi do świata dzieciństwa w ten cudowny, subtelny sposób, który pozwala pani prezes nadal być samicą alfa, a nie narazić jej na śmieszność i pomówienie o infantylizm. Groszki są bezpieczne i eleganckie. To prawdziwe damy w świecie różowych falbanek, nadruków w misie czy kokardki. Wytrawne elegantki wśród agentek, które przenoszą w czasie.

Następny z powodów, za który można kochać groszki jest równie ważny, jak nie jeszcze ważniejszy: groszki są znakomitym sposobem na tuszowanie niedoskonałości figury. Te najdrobniejsze, wykorzystują proste zjawisko optyczne: drgają, wirują, krążą i mylą przeciwnika w konkretnym i brutalnym ustaleniu ostatecznych granic linii naszych bioder, brzuchów i biustów. Kobiety posiadające walory urody powyżej standardowych wymiarów 90-60-90 dzięki groszkowaniu mogą zmylić optykę myśliwych i wystawić się na celny strzał podziwu męskich oczu. Te wychudłe i wygłodzone, nie tylko czekolady i chleba ze smalcem, ale także spojrzeń pełnych uwielbienia i nadziei na obfitość, mogą ukryć swe deficyty za tarczą wielkich grochów. Taki wielki groszkowy nadruk może zdziałać cuda dodając wymiarów tam, gdzie bez-groszkowa sukienka ukazałaby tylko marne braki.

Dodatkowo groszki potrafią być jak kameleon - czasami są sportowe, czasem figlarne, czasem eleganckie - nigdy infantylne i nigdy bez gustu. W klasycznym zestawie czerni i bieli są eleganckie i oficjalne. W zestawie w hiszpańskiej czerwieni działają jak płachta na byka, jak ostrzeżenie muchomora lub zabawa z biedronką. Stonowane podkreślą każdy nastrój - od pastelowej zabawy w niewinność po wyrafinowaną grę w kotka i myszkę.

Dla tych wszystkich powodów i jeszcze wielu innych tak uwielbiamy groszki. A skoro kobiety kochają groszki, to projektanci, jakoby te dobre wróżki, wyczarowują na wybiegach mody całe ich zagony. Wszyscy wielcy kreatorzy mają w zasobnych zbiorach propozycji na sezon przynajmniej kilka takich, które umożliwią goszkobranie wytrawnym znawczyniom mody. I żadne zasady trójpolówki czy innego płodozmianu nie mają tu zastosowania. Groszki są i w pełni zasługują na nieustające zachwyty, zarówno ze strony projektantów, jak i nowych pokoleń kobiet.

Jeśli któraś z pań nie ma jeszcze w szafie niczego w groszki, to zachęcam - jest okazja - pełnia sezonu to najlepszy moment na zdobycie tak cennego nabytku. Parafrazując poetę: „Groszkowanie czas zacząć!”. Nie przejmujmy się mijającym letnim sezonem - goszkowy rzucik nie straci na świeżości nawet w środku zimy.

Tekst i collage -
- nieustająco groszkująca - Joanna Hrk