Inspiracje wielkie jak Rosja
- czyli bajka o białych niedźwiedziach i strasznej zimie

Jeszcze złota jesień nie wybrzmiała do końca, jeszcze jest szansa na ciepły i słoneczny weekend, ale... piesze, romantyczne powroty z nocnych imprez lepiej planować w kozaczkach. Nie da się ukryć - nocne przymrozki zwiastują zimę. Z żalem chowamy letnie sukienki na dno szafy, a z pawlacza wyciągamy futro i rękawiczki. I oby nie była to zima stulecia, bo wtedy zamiast wyglądać modnie, zalotnie rozpinając poły wełnianego płaszcza,  ukazując głęboki dekolt i/lub długie nogi w mini spódniczce, wyglądamy jak kopki siana, okutane po czubek głowy...

Moda rządzi się innymi prawami niż meteorologia.
Pory roku służą za pretekst do zmiany garderoby: kupna nowej pary butów, sukienek, kostiumów, spodni, szalików i czapek, nawet torebek i biżuterii. Pretekst do zakupów to jedno, a przedzieranie się przez metrowe śnieżne zaspy to drugie. Pragnienie kozaczków z cudownej skóry wcale nie oznacza pragnienia śniegu. Zresztą, nie da się chodzić w zamszowych kozaczkach na szpilce po oblodzonych chodnikach ani po zaśnieżonych podwórkach. Za to jak doskonale owe kozaczki prezentują się na korytarzu biura czy w sali konferencyjnej! Póki co, żyjemy w czasach globalnego ocieplenia. Czarne scenariusze przedstawiane przez ekologów mogą swoją wymownością oraz ładunkiem emocjonalnym przyprawić o gęsią skórkę i nocne lęki nie gorzej niż solidna dawka horrorów w większym multikinie. Zimy coraz mniej. Śnieg staje się na tyle towarem deficytowym, że zajmuje miejsce w pierwszej dziesiątce na świątecznej liście towarów poszukiwanych przez św. Mikołaja. Zima swoim pojawieniem zdaje się słusznie zaskakiwać drogowców.

Na szczęście są na świecie miejsca inspirujące zimą i mrożące krew w żyłach nie gorzej od czarnych wizji ekologów. Miejsca niezmienne w swojej wymowie, gdzie Dziadek Mróz podkręca inkrustowanego soplami lodu wąsa, a jego pomocnica Śnieżynka ma cerę nieustająco białą jak śnieg - Sybir. Temperatury dochodzą tu do minus 70 stopni Celsjusza. Żadnych problemów z brakiem śniegu - wieczna zmarzlina. Białe niedźwiedzie na ulicach - jak renifery na Alasce czy koty w Rzymie. Miasta i wioski „leżące dalej niż północ”. Taki Wierchojańsk, gdzie średnia roczna temperatura wynosi -17°C albo „Wostok” ze swoim światowym rekordem -89,44°C! Sybir znaczy ostoja zimy. Takiej zimy nie mają nawet Amerykanie, choć ponoć mają wszystko i to najlepsze (?).

Moda rządzi się innymi prawami niż historia.
Wielka Rosja i jej mityczny zimny wschód stała się inspiracją dla wielkich kreatorów mody. Nie ustrzegli się oni stereotypowego jej postrzegania, ale udało im się również dostrzec wiele przepięknych motywów, które okazały się prawdziwym zaskoczeniem i hitem sezonu jesień-zima 2009/2010. Na pokazach mody Diora czy Kenzo na czerwonym dywanie można spotkać bohaterki czerwonej Rosji. Modelki wyglądają jak Matrioszki albo jak bajkowe Śnieżynki. Ostra czerwień, intensywny róż i w kontraście bladość cery. Jak na rosyjskim malarstwie miniaturowym - c
zyste kolory, mnóstwo dekoracji, dbałość o szczegóły, przepych i bogactwo formy i koloru. Inspiracje Rosją to nie tylko ludowe chusty w kwiaty i czapki uszanki, to także baśniowe bohaterki, przepiękne carewny, bogate caryce i zaklęte księżniczki oraz szlachetna elegancja a'la Anna Karenina. Bogactwo biżuterii i przepych najdelikatniejszych tkanin. Przepiękne, miękkie wełny, doskonałe, ciepłe filce, kapiące złotem żakardy, grube, mięsiste jedwabie i oczywiście futra... - króliki, sobole, piżmaki, wilki, foki i białe niedźwiedzie (białym myszkom chwilowo się upiekło - zapewne ze względu na marny rozmiar).
Mistrzem inspiracji, prowokacji i cytatów został John Galliano. Jego kolekcja jest przepiękną opowieścią o bogatej kulturze, z której można czerpać garściami. Zawiera ona w sobie zarówno elementy bezpośrednio zaczerpnięte ze sztuki ludowej, jak i te przetworzone, baśniowe. Część modelek wygląda jak tytułowa „gnijąca panna młoda” - bohaterka XIX-wiecznej rosyjskiej legendy, trzy lata temu ukazanej szerokiej publiczności w filmie animowanym przez Tima Burtona. W kolekcji znalazło się miejsce zarówno dla ludowych czepców, jak i dla carskich nakryć głowy. Kolorystyka rozległa jak Rosja. Wspomniane już przeze mnie czerwienie i róże, ostre kolory ludowych malowideł na szkle oraz tkanych pasiaków i zapasek, dekoracyjność miniatur. Po drugiej stronie osi znajdują się wszystkie odcienie szarości wełny, filcu i starego welonu, bogato okraszone srebrną biżuterią. Są jeszcze mroźne biele i zimne błękity, jakby oszroniałe dzięki ilości błyszczących aplikacji. Całość bajecznie piękna, jak bajki Puszkina.
Moda czasem rządzi się takimi prawami jak bajki...

Tekst i collage: Joanna Hrk