O przepychu
Dwie artystki rewiowe płyną luksusowym statkiem transatlantyckim z Nowego Jorku do Paryża - blondynka Lorelei Lee marzy o mężu milionerze...
„Gentlemen Prefer Blondes” - cudowna komedia z 1953 r., w której ustami Marilyn Monroe objawiono światu odwieczną prawdę, a właściwie dwie prawdy: pierwszą o preferencjach mężczyzn - czyli „Mężczyźni wolą blondynki”, a drugą o tym kto jest najlepszym przyjacielem kobiety.

Piosenka śpiewana przez Marilyn Monroe: „Diamonds Are a Girl's Best Friends” stała się największą atrakcją filmu i najczęściej pokazywaną sceną z filmów z Monroe. Legendarne wykonanie przez Marilyn piosenki Jule Styne i Leo Robina utrwaliło w świadomości świata rolę diamentów i ich pozycję w sercach kobiet. Kopalnie diamentów zaczęły pracować na akord, jubilerzy na trzy zmiany, a domniemani narzeczeni musieli dorabiać na nocnych szychtach, by zarobić na kamyk w pierścionku zaręczynowym. Dzięki temu świat wygrzebał się z marazmu i kryzysu finansowego! A wszystko dzięki śpiewającej blondynce...

Jeśli ulubienie diamentów jest uniwersalnym sposobem na światowy kryzys finansowy, to patrząc na wybiegi mody i trendy nadchodzącego sezonu możemy być spokojni o nasze obligacje i lokaty. Biżuteria jest w modzie, czyli kryzys minie szybciej niż wiosenne roztopy. Im więcej błyskotek tym lepiej, a mówiąc „więcej” mam na myśli „na prawdę dużo”. Tylko siła woli i profesjonalizm wysokiej próby powodują, iż modelki nie uginają się pod ciężarem biżuterii i nie pełzają na czworakach po wybiegach, tylko w pozycji pionowej kroczą po czerwonym dywanie, kołysząc z zadowolenia biodrami.

Zanim zobaczymy modelkę, już słyszymy pobrzękiwanie jej biżuterii - niczym grzechotnik ostrzega nieostrożnego konkurenta o swoim istnieniu. Potem widzimy łunę, jaka bije od błyskotek (i nie należy wierzyć, że to kolejna kometa zwiastująca cud). Dopiero na końcu dostrzegamy kobietę... Christian Dior w swojej najnowszej kolekcji stosuje zasadę „3D”: duże oczy, dużo włosów, dużo biżuterii. Biżuterią obszywa sukienki, bolerka, bluzki i topy. W jego kolekcji prawie nie ma naszyjników. Kolczyki, diademy, bransolety - to właściwie jedyni przedstawiciele świata biżuterii. Za to torebki i buty są bogato zdobione. Wyrazisty, sięgający kości policzkowych makijaż oczu, natapirowane długie włosy i jaskrawe kolory sukienek - to skrzyżowanie stylu Mrs. Robinson i Jackie Kennedy ukazane w krzywym zwierciadle. Przerażające, ale bogate - czyli piękne.

Po drugiej stronie jubilerskiej barykady Christian Lacroix preferuje noszenie wielkich ozdób (wielkość talerzyka deserowego) niczym broszy, czy też wisiorów, a będących integralną częścią żakietu lub kurtki. Oczywiście - złotej kurtki.

I wreszcie styl choinki. Złote łańcuchy spływające kaskadą od czubka choinki po ostatnie zielone gałązki. Ulubienie przepychu doprowadzone do perfekcji. Taki styl prezentowany jest przez modelki domu mody Lanvin oraz Givenchy. Givenchy inspiruje się gotykiem i barokiem - asceza czerni i przepych złota. Lanvin także z ochotą stosuje czerń jako tło dla bogatych dodatków. Czerń jest doskonałą oprawą, ramą dla obrazu składającego się z wielu warstw perłowych naszyjników, cekinów, dżetów, szkiełek, kamieni, srebra i złota. Jeśli pojedynczy wisior, to przynajmniej wielkości małego ołtarzyka. Przychodzi mi do głowy jedno porównanie: ta biżuteria jest jak chomąto...

W tej sytuacji, nawet jeśli nie lubimy blondynek, może najlepiej jest podtrzymywać zdanie Lorelei Lee vel Marilyn Monroe, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety. Jeden, nawet duży diament jest na pewno lżejszy niż taki zestaw łańcuchów. W tym wypadku chyba dobrze się trzymać zasady, że liczy się nie ilość, ale jakość. Jeśli jednak któraś z pań ma naturę sroki, uwielbiając wszystko co się błyszczy i świeci, to może nieść na sztandarze inną prawdę: Przez Ilość do Jakości!

Tekst i ilustracje: Joanna Hrk