Rowerem po wybiegu, czyli moda w Holandii

Każda podróż to okazja do obserwacji, porównań i odkryć. Każdy podróżnik zwraca uwagę na inne zjawiska w miejscach, które odwiedza. Moje zmysły zawsze wyostrzone są na modę, a półroczny pobyt w Niderlandach to powód, by wreszcie przyjrzeć się dokładniej holenderskiemu stylowi - zarówno temu, który prezentowany jest na ulicy, jak i na wybiegach.

Spacerując deptakami holenderskich miast zwracam uwagę na stroje ich mieszkańców. W głowie robię notatki: „nie, to nie Francja - Holendrzy nie wyznaczają nowych trendów, nie tu rodzą się modowe tendencje”. Nie jest to żadna ujma! Podobnie jest w Polsce - my także wciąż bardziej naśladujemy, niż tworzymy czy inspirujemy. Niewiele krajów Europy może poszczycić się takimi „zdolnościami”. Styl Francuzów, Anglików czy Hiszpanów jest wyjątkowy i natychmiast rozpoznawalny, Holendrzy zaś na swój sposób łączą aktualne trendy z własnymi potrzebami i pomysłami. Jak dowiedziałam się już na początku swego pobytu podczas warsztatów „Dealing with the Dutch?” („Jak radzić sobie z Holendrami?”), jest to naród praktyczny - co dobitnie ujawnia się także w sposobie ubierania. Czy posiada w sobie zatem cokolwiek charakterystycznego, oryginalnego, wartego uwagi? Oczywiście, że tak - wystarczy bliżej przyjrzeć się stylowi życia, sposobom poruszania i... pogodzie.

Podstawowym środkiem transportu w Holandii jest rower. Rowerów jest w tym kraju dużo więcej niż ludzi, stąd łatwo zrozumieć, jak istotną funkcję pełnią w codziennym życiu. Jednocześnie, przemieszczanie się na rowerze wymaga odpowiedniego stroju. Nie chodzi mi tu jednak o obcisłe kombinezony używane przez sportowców, lecz raczej o ubrania, które są na tyle uniwersalne, by łączyć modę i swobodę ruchu na jednośladzie. Holenderki noszą więc obcisłe dżinsy rurki i legginsy wpuszczone w kozaki (plus za zgodność z trendami). Nie sprawdziłaby się tu niedawna moda na dzwony, lansowane przez Victorię Beckham, czy też tzw. „boyfriend pants” - szerokie, wyglądające na podniszczone spodnie, jakby pożyczone od chłopaka... W okresie jesienno-zimowym górę stanowi zazwyczaj sweter lub tunika, a na wierzchu - płaszczyk albo kurtka, oczywiście dość krótkie, by można w nich było wygodnie pedałować. Niezwykle popularne (i bardzo trendy w tym sezonie) są krótkie kurteczki skórzane, często z szerokim ściągaczem u dołu, który dobrze chroni od zimna. Obowiązkowy dodatek stanowią zaś szale - tu wreszcie pojawia się cień fantazji, gdyż na szalach Holenderki nie oszczędzają. Grają kolorami, wzorami i fakturami, co zdecydowanie ożywia całość. Szal czy chusta ma też znaczenie praktyczne - przy bardziej dotkliwym odczuwaniu wiatru podczas jazdy rowerem niezbędne jest osłonięcie gardła.

Holenderki (i Holendrzy) nie podążają więc ślepo za aktualnymi tendencjami i stawiają na wygodę, a mniej na oryginalność. Kobiety rzadko widzę w spódnicach czy sukienkach, chyba że nie należą do grona rowerzystek i mogą pozwolić sobie na taką ekstrawagancję. Dużą wagę przywiązuje się do butów - mieszkańcy Niderlandów cenią obuwie wysokiej jakości. Dzięki temu wybór jest szeroki i także stanowi pole dla kreatywności: jeśli bowiem chodzi o buty, Holendrzy (szczególnie kobiety) nie są konserwatystami. Kozaki i botki we wszystkich możliwych kolorach, z prawdziwej jak i ze sztucznej skóry, Holenderki przywdziewają już późnym latem. Jednocześnie, fakt, iż poruszają się na rowerach wcale nie odstrasza ich od noszenia butów na obcasie! Oczywiście, wysokość obcasa jest raczej „rozsądna”, ale już te kilka centymetrów buta więcej dodaje całej sylwetce kobiecości i powabu. Mimo częstych opadów deszczu i zgoła nieprzewidywalnej pogody, w Holandii nie przyjęła się powszechnie, jak np. w Polsce, moda na wzorzyste, barwne kalosze. Owszem, można je kupić w każdym sklepie obuwniczym, czasem widzi się je na ulicach, ale zdecydowanie nie stały się produktem kultowym.

Część marek popularnych w Holandii znam z rodzinnych stron: wszechobecny H&M ze swoim uniwersalnym stylem; ESPRIT i MEXX - moda casualowa, często o sportowym sznycie (co znakomicie pasuje do tutejszych gustów i warunków); Vero Moda i Only, które proponują dość wysoką jakość za umiarkowane ceny. Dużo mniej popularne są hiszpańskie Mango czy Zara, które w Polsce oraz w wielu innych krajach Europy i świata robią furorę. Marek francuskich, takich jak Promod czy Morgan, w zasadzie próżno szukać... Wreszcie, warto wspomnieć o kilku miejscowych producentach. Dżinsy to domena G-STAR Raw. Choć nie każdego na nie stać, każdy chciałby je mieć. Firma założona w 1989 r. w Amsterdamie, znana jest ze swojej filozofii „Just the product” - ważny jest zatem „surowy” (raw) produkt, najwyższej jakości, o oryginalnym kroju i atrakcyjny dla różnych grup wiekowych, mieszczący się w różnych trendach. Marka eksperymentuje, wprowadza w życie ekscentryczne pomysły i porywa publiczność na fantastycznie zaaranżowanych i wyreżyserowanych pokazach. She Rebel to moda damska; firma założona przez holenderską projektantkę Lilian Konings i jej partnera Petera Sers. Styl, który proponują to mocna, seksowna kobieta. Ich inspirację stanowią z jednej strony indyjskie sari, a z drugiej rockandrollowy styl androginicznej modelki Agyness Deyn. Z kolei Viktor&Rolf to para holenderskich projektantów, która zdobyła uznanie na całym świecie. Markę założyli już w roku 1993, jednak największe sukcesy odnosili w ciągu ostatnich 10 lat. W 2006 r., podobnie jak wcześniej Karl Lagerfeld i Stella McCartney, Viktor&Rolf zaprojektowali limitowaną serię ubrań dla marki H&M już w 2004 r. wypuścili swój pierwszy damski zapach: „Flowerbomb”. Ekstrawaganccy projektanci znani są ze swego oryginalnego podejścia do mody, z zabawy symbolami, nowego odczytywania poszczególnych elementów ubioru, eksperymentowania z krojem, warstwami, a przede wszystkim z niesamowitych, niekonwencjonalnych pokazów mody.

Na tle pozostałych holenderskich miast pozytywnie pod względem mody wyróżnia się Amsterdam. Z uwagi na ogromną ilość rowerów, które pędzą nie zważając na innych uczestników ruchu, nieomal przypłaciłam życiem mój „wywiad modowy”... Kiedy jednak wyostrzy się zmysły i nabierze respektu dla jednośladów, można już uważnie rejestrować styl mieszkańców stolicy. A warto na niego zwrócić uwagę, bowiem w Amsterdamie właśnie można spotkać najciekawiej, najoryginalniej i zdecydowanie najlepiej ubranych ludzi. Wynika to między innymi z faktu, że to poprzecinane kanałami miasto jest rajem dla fanów vintage i second-handów. Oczywiście, second-hand second-handowi nierówny i nie zawsze łatwo jest trafić do tych najbardziej wartościowych. Dlatego przed podróżą do Amsterdamu spędziłam w internecie kilka godzin na poszukiwaniu rekomendacji i opisów najważniejszych z nich i dopiero ze skrupulatnie przygotowaną mapką ruszyłam na zakupy. Istotnie, second-handy, takie jak Episode, Lady Day czy Laura Dols są kopalnią unikatowych ciuchów, butów i dodatków - na każdą okazję, figurę i wiek. Wiele ubrań pochodzi z lat 70., 80. czy 90., a bywają i starsze. Ponadto, znajduję tam całe sekcje poświęcone wyłącznie strojom wieczorowym (suknie - od długich do ziemi, po krótkie - koktajlowe, w każdym możliwym kolorze), weselnym, a nawet przebraniom karnawałowym! Co ciekawe, po raz kolejny ujawnia się ograniczony „modowy konformizm” Holendrów, gdyż pośród tych setek ubrań trudno znaleźć jakiekolwiek egzemplarze z metką zagranicznych luksusowych projektantów, takich jak Chanel czy Armani, które w second-handach Francji, Anglii czy Polski stanowią zawsze najwartościowszy „łup”. Holendrzy, nawet w kwestii mody vintage, zdecydowanie przywiązani są do swoich, krajowych marek.

Mimo, iż Niderlandy jeszcze długo, a może wręcz nigdy nie będą modową potęgą na miarę Francji czy Włoch, dziedzina ta staje się coraz ważniejsza w życiu kraju i wyraźnie widać rozwój i wsparcie dla rodzimych projektantów. W Holandii działa Dutch Fashion Foundation, która skupia sieć projektantów, fotografów, grafików i zapewnia im promocję oraz organizuje interdyscyplinarne przedsięwzięcia. Wraz z potężnym partnerem, jakim jest Mercedes-Benz, DFF, wręczy w tym roku po raz trzeci Dutch Fashion Awards. Z kolei publikacja „Dutch Catwalk”, która ma być wydana tej jesieni, stanowić będzie kompendium wiedzy o modzie z Holandii - zawierać ma informacje i zdjęcia dotyczące projektantów, marek, instytucji takich jak DFF i powiązań holenderskiego przemysłu modowego z innymi gałęziami gospodarki. Można zatem stwierdzić, że chociaż holenderskiej modzie wciąż daleko do renomy i poziomu holenderskiego designu osiągniętego w zakresie wyposażenia wnętrz i wzornictwa przemysłowego, warto przyglądać się niderlandzkim wybiegom, jeszcze nie raz mogą nas zaskoczyć.

Magda Koniarska