WIELKA CZWÓRKA

Magia boskiej trójki traci swoją moc na wybiegach mody. W modzie liczbą najważniejszą jest czwórka - tak jak cztery pory roku, cztery strony świata, cztery żywioły i najważniejsze - cztery stolice mody. Paryż, Londyn, Mediolan i Nowy Jork. W tych czterech metropoliach, dwa razy do roku przez tydzień czasu, zagęszczenie modelek i projektantów na metr kwadratowy jest tak wielkie, że przyprawiłoby o zawrót głowy każdego matematyka i statystyka. Słowo „moda” odmieniane jest przez wszystkie przypadki we wszystkich językach. Powodem jest Fashion Week.

Tydzień Mody, jak wielka fala przetacza się przez świat, ale harmonogram wydarzeń jest perfekcyjnie ustalony - zaczyna się od Nowego Jorku, a następnie przez Londyn i Mediolan dociera do Paryża. Te cztery miasta, to cztery bastiony mody, Mekka, do której podąża każdy projektant marzący o sławie i bogactwie. Tydzień Mody - Wielkie Nazwiska, porażające osobowości, intrygujące sławy i dobrze zapowiadający się debiutanci. Zapierające dech w piersi pokazy i huczne imprezy. Plotki i sensacje. I oczywiście moda. Tysiące sukienek, spódnic, spodni i bluzek, które będą śnić się po nocach spragnionym inspiracji kreatorom i oczywiście kobietom - zwłaszcza tym, które „nie mają co na siebie włożyć”. Torebki, buty, kapelusze, szale, okulary i jeszcze tysiące innych niezbędnych do życia dodatków, w których to mieszka diabeł przypominając, nam o istocie szczegółów.

Tydzień Mody, to święta w świecie mody, to Złote Globy i Oskary dla projektantów, oklaski dla kolekcji Pret-a-porter i boskie uwielbienie dla pokazów haute couture. Tydzień zwiastujący modę nadchodzącego sezonu, oczywiście z półrocznym wyprzedzeniem, dającym szansę producentom, handlowcom, sklepikarzom przygotować front robót na nadchodzącą ofensywę zmian rzeczy obowiązkowo modnych i tych passe. Kolekcje jesień - zima można podziwiać od lutego do wiosny, a wiosna - lato pokazują się jesienią. Tydzień Mody ma za zadanie przekazać w pigułce wszystkie najistotniejsze trendy dotyczące kolorów, wzorów, długości i krojów. Pozwala w jednym miejscu obejrzeć wszystko co najistotniejsze w modzie.

Spotkania projektantów, modelek, zderzenie nowego z już uznanym powoduje, że moda nabiera rozpędu za każdym zakrętem Tygodnia Mody. Rozproszenie centrum dowodzenia na cztery jednostki bojowe zwiększa siłę i zasięg rażenia wybiegów mody. Inaczej wygląda Tydzień Mody w Londynie, a inaczej w Mediolanie. Lokalne przyzwyczajenia i gusty powodują, że każdy z tych ośrodków ma swój niepowtarzalny charakter, swoich ulubionych kreatorów i swoją wierną, choć wymagającą klientelę. Istnieje coś takiego, jak lokalny gust, smak i upodobania. Upraszając i sprowadzając do jednego mianownika można pokusić się o próbę zdefiniowania w kilku słowach charakterystycznych rysów przynależnych każdemu z ośrodków. Mediolan z lubością oddaje hołdy przepychowi, złotu i ozdobności. Paryż, to ciągłe poszukiwania wyrafinowanego stylu, smaku, klasyki, ale również odważne doświadczenia na organizmie mody. Londyn, to dekadencja i brak ograniczeń. I wreszcie Nowy Jork - wygoda, komfort, jakość.

Podczas nowojorskiego Tygodnia Mody, Ralph Lauren pokazał przepiękną kolekcję na sezon wiosna/lato 2009. O kolekcji mówi się, że jest utrzymana w stylu safari. Safari widziane oczami wyobraźni człowieka mieszkającego w komfortowym apartamencie, który dzikie zwierzęta ogląda dzięki telewizji satelitarnej, a jedyne wyzwania z jakimi staje oko w oko, to polowanie na wolne miejsce parkingowe w sobotni wieczór przed prestiżową restauracją. Tak więc safari ekskluzywne i eleganckie w formie - jedwabie, atłasy, szyfony. Są i turbany, i chroniące przed słońcemkapelusze z dużym rondem. Na wybiegu zabrakło jedynie dzikich zwierząt, ale te braki rekompensowała oszalała z zachwytu widownia.

Zapotrzebowanie na dzikie zwierzęta w pełni zaspokoił podczas paryskiego Tygodnia Mody Alexander McQueen. Modelki przemierzały wybieg dziarskim krokiem, wymijając pokaźne stadko dzikich zwierząt. Spokojny niedźwiedź polarny w asyście leniwego tygrysa i opanowanego jelenia - wszystkie zwierzęta bez mrugnięcia powieką przyglądały się kolekcji. Trudno powiedzieć czy to wynik niemego zachwytu, czy braku mechanizacji powiek u wypchanych czworonogów... Jedynym ruchomym zwierzątkiem na pokazie był Alexander McQueen. Projektant pojawił się w kostiumie ogromnego, pluszowego... królika! Miejmy nadzieję, że nikt go nie upolował. Na szczególną uwagę zasługiwały również projekty Johna Galliano, który po inspirację sięgnął do starej Rosji.

I wreszcie Mediolan. Miejsce, gdzie kolekcje niebezpiecznie zbliżają się dogranicy pomiędzy dobrym smakiem, a ocierającym się o kicz przepychem. Sztandarowe dla tego stylu są oczywiście pokazy Versace - cudownie kobiece, będące pochwałą stylu Dolce Vita. W podobnym duchu jest kolekcja Roberto Cavalli'ego, który za inspirujące uznał szlachetne, rokokowe wyroby porcelanowe i ceramiczne. Delikatne, kruche i przepiękne. I wreszcie projekty Jeana-Charlesa Castelbajaca - kolorowe sukienki z motywami z kreskówek, biżuteria z plastikowych koralików, kapelusze z klocków lego - wszystkie kreacje zaspokoją marzenia małych księżniczek o sukience i koronie oraz wielbicieli Disneya, Myszki Miki i psa Pluto. Kolekcja doskonale poprawia humor i może być przepisywana na receptę zamiast prozaku.

Wielka czwórka to jedynie wierzchołek góry lodowej. Zainteresowanie modą jest tak wielkie, że jak grzyby po deszczu na mapie świata przybywa coraz więcej Tygodni Mody. Chicago, Barcelona, Hong Kong, Lizbona, Madryt, Moskwa, Berlin, Bombaj, Delhi, Praga, Sao Paulo i jeszcze wiele innych miast przez mistyczny tydzień chce zaistnieć jako stolica mody. Może się okazać, że w konsekwencji nie będzie ani jednego tygodnia bez mody...

Tekst i collage: Joanna Hrk