ŻYCZENIA dla IMAGE

Adam Mroziński - Grupa MARKETEO.COM - portale branżowe, m.in. Tkaniny.com.pl, Zabawki.com.pl

Panie Piotrze!
Redakcja IMAGE należy do grona tych, z którymi najlepiej nam się współpracuje.
Pozdrawiamy serdecznie z Bydgoszczy!

Jerzy Osika - PROMEDIA - wydawca tytułów dla branży odzieżowej i tekstylnej - Moda Męska, Moda Damska, Producent Odzieży, Obuwie i Galanteria

Gratuluję Tobie i całemu Zespołowi Image setnego wydania czasopisma. Wasza Praca, to doskonały przykład konsekwencji w działaniu, bez względu na zmieniające się warunki rynkowe. Zawsze podziwiałem inicjatywy  IMAGE na rzecz promowania polskiej mody, nie tylko w kraju, ale także zagranicą, w szczególności na rynkach Europy Wschodniej. Osobiście mile wspominam naszą współpracę na targach w Moskwie, która utkwiła mi w pamięci, jako doskonały przykład na to, że mimo konkurowania na rynku, można doskonale współdziałać i pomagać sobie poza krajem. Wdzięczny jestem Ci także za otwartość na działania public relations i stałe publikowanie informacji o obsługiwanych przez nas w zakresie PR najlepszych międzynarodowych markach. Gratuluję wspaniałego, zaangażowanego, obdarzonego wysoką kulturą osobistą sympatycznego zespołu, z którym spotkanie podczas krajowych i zagranicznych imprez targowych jest zawsze przyjemnością. Jak twierdzi stare biznesowe przysłowie - „Jakość menedżera poznaje się po jakości ludzi, których zatrudnia”. Życzę Wam kolejnej setki udanych wydań IMAGE!

Joanna Hrk - dziennikarka, znawczyni mody, artystka, fotografik, scenarzystka

Mam to szczęście, że współpracuję z Piotrem prawie od początku istnienia „IMAGE”. Piotr zawsze czyta wszystkie artykuły, czasem nawet dwa razy, jeśli ma niejasność w temacie - dopytuje, a ja się grzecznie spowiadam. To rzadka cecha, a jest wyrazem profesjonalizmu i odpowiedzialności za drukowanie słowa pisanego. Gratuluję 100 i życzę wytrwałości. Królu Złoty - niech sztormy kryzysu omijają Cię dalekim łukiem. 200 wydań!


100% o image

Piotr Król - niepozorny, uśmiechnięty 35-latek - właściciel i wydawca BUSINESS image - CZASOPISMA BRANŻY ODZIEŻOWEJ I TEKSTYLNEJ - gazety, która od wielu lat dostarcza informacji o modzie, jej produkcji i sprzedaży. Tytułu, który z pewnością na trwałe wrył się w świadomość polskiego przemysłu, jak również w pewnym sensie wychował wielu jego przedstawicieli.

100 wydanie BUSINESS image! Gratuluję! Co czujesz gdy o tym myślisz?
Dumę, niedowierzanie, zadowolenie i... bagaż doświadczeń na karku.

Dobrnęliście do 100-tki. A jak było na starcie?
Nie mogę powiedzieć, że założyłem image z potrzeby zaspokajania pasji obcowania z modą... Moją wcześniejszą pasją była poezja, muzyka (i nie mówię tu zamyśleniu nad tomikiem czy o oglądaniu kanałów muzycznych, a o jej wykonywaniu) i... ludzie, a właściwie ich doświadczanie, obcowanie i sycenie się nimi. Tak się jednak złożyło, że na starcie w odpowiedzialne życie (czytaj - zarobkowe) splot wydarzeń uwikłał mnie w pracę w reklamie, dokładniej w jej dźwiękowym wymiarze. W pewnym momencie miałem możliwość przyglądania się działalności firmy zajmującej się czasopismem dla branży odzieżowej. Kolejny splot wydarzeń sprawił, że dostałem propozycję objęcia funkcji Redaktora Naczelnego czasopisma „Ptak Media” edytowanego przez rozwijające się w tamtych latach Centrum Handlowe PTAK. Jednak, w którymś momencie współpraca stała się trudna - z uwagi na różnice zdań z właścicielami tytułu zostałem odsunięty od swojej funkcji. Jak się później okazało, miałem rację ze swoimi zastrzeżeniami, a pod moją nieobecność czasopismo w szybkim czasie zmuszone było do zawieszenia swojej działalności. Przez kolejny rok wspólnie z przyjacielem, Zbyszkiem Fidosem, kontynuowaliśmy wydawanie „Ptak Media” na własną rękę, jednak Zbyszkowi zawsze bliższe było dziennikarstwo radiowe, toteż w zgodzie rozwiązaliśmy naszą spółkę (przyjaźnimy się do dziś), a ja postanowiłem powołać do życia image - ale tym razem zupełnie sam i po swojemu.

Trudne były to początki?
Wróżono mi rychły upadek. Niejeden „specjalista” stwierdził, że startowanie z taką gazetą w okresie, gdy z jednej strony mieliśmy na rynku wydawniczym maksymalną ilość tytułów dla branży odzieżowej i tekstylnej (wiele z nich już o kilkuletniej swojej historii), zaś z drugiej rozpoczynał się pierwszy poważny krach handlu ze Wschodem, który spowodował falę upadku wielu polskich firm - jest totalnym szaleństwem! Jednak wiedziałem swoje i „robiłem swoje” - konsekwentnie, cierpliwie, bez zbędnych fanaberii i zachłystywania się sukcesem od pierwszego momentu - wydawaliśmy solidnie numer za numerem. Konkurencja się wykruszyła, a ja w chwili obecnej mam paradoksalną sytuację - jestem najmłodszym wydawcą najstarszego tytułu w swojej kategorii.

W którym roku ukazał się pierwszy numer image i skąd pomysł na tytuł?
Dokładniej - BUSINESS image. Poprawiam nie bez powodu, a w nawiązaniu do Twojego pytania, ponieważ wiąże się z tym anegdota. Rzeczywiście, pierwotny pomysł na tytuł brzmiał „image” - jako coś oddającego obraz, rzeczownik kojarzył się z modą i jej prezentacją, z pokazami, ze zdjęciem z żurnala. Chciałem żeby tak brzmiał tytuł, ale przy jego rejestracji w sądzie okazało się, że jest zajęty (nie wiem czy był aktywnie publikowany). Sędzia zasugerował mi bym „na szybko” coś dołożył na początku, pomyślałem o słowie „tekstil” i jego wszelkich kombinacjach, ale za bardzo skojarzyłby się z istniejącym wówczas „Textil Medium”. Drugim pomysłem na przedrostek był „business”. „image” sugerowało modę, a „business” jej przełożenie na sferę interesów. Tym samym określiłem specyfikę czasopisma, której wiernie trzymam się do dziś. Warto dodać, że cała burza mózgu trwała 3 minuty, łaskawie użyczone przez sędziego.

A jaka jest specyfika BUSINESS image (tym razem dobrze :-)?
Adekwatnie do tytułu przedstawiamy handlowy wymiar polskiej mody. Staramy się pełnić funkcję łącznika pomiędzy poszczególnymi segmentami rynku, pracującymi na ostateczny efekt, jakim jest sukienka czy garnitur w ręku klienta. Przedstawiamy handlowcom producentów odzieży (w szerokim znaczeniu), producentom przybliżamy oferty związane z komponentami dla nich koniecznymi, czyli informacje o tkaninach, dzianinach, dodatkach krawieckich, przędzy, zaś wszystkim powyższym prezentujemy oferty związane z maszynami do produkcji tego co oferują. Staramy się „przydawać” i prezentować konkrety.

Czy BUSINESS image to gazeta reklamowa?
Słyszę czasami takie sugestie, wtedy mam pewność, że rozmówca nawet nie zajrzał do czasopisma... Łatwo się przekonać, że proporcja publicystyki do reklamy ma się przynajmniej 50/50. Ponieważ głównym założeniem od początku było i jest masowe oraz jak najszersze docieranie do branży, tym samym zawsze i niezmiennie prowadzimy bezpłatny kolportaż w najważniejszych dla branży miejscach i wydarzeniach (pomimo wszelkich życzliwych wróżb upadku takiego systemu). Wiadomo, że inaczej kalkuluje się taką formułę działania od wydawania czasopisma klasycznie sprzedawanego w klubach prasowych (ale już z nie tak masowym dotarciem). Możliwe, że w innych tytułach „można więcej poczytać”, za to u nas można więcej znajdywać.

Znamy się dość długo i wiem, że nie tylko wymiar finansowy ma dla Ciebie znaczenie. Jak to się przekłada na Twoją gazetę?
Weźmy za przykład jedną ze stałych rubryk. O ile wszędzie przeczytać można o znanych kreatorach posiadających ugruntowaną renomę, o tyle mało kto zajmuje się praktyczną pomocą świeżo upieczonym, a zdolnym projektantom. Może dlatego, że sam startowałem od zera, byłem wyczulony na problemy młodych pasjonatów. Dlatego już w 2000 roku rozpoczęliśmy cykl pt. „Portret Projektanta”, promujący młodych wychowanków polskich (i nie tylko) katedr stylistycznych. Ostatnio przeliczyliśmy w redakcji - spod naszego skrzydła, a raczej pióra, wyfrunęło w świat 85 talentów, w większości aktywnie praktykujących swój zawód w chwili obecnej. Pamiętam zapał Moniki Onoszko, która na samym początku i przez długi czas miała ów cykl pod swoją pieczą - chyba najlepiej, z uwagi na własne perypetie, rozumiała konieczność pomagania młodym adeptom sztuki projektanckiej - obecnie Monika stanowi w polskiej modzie nie lada autorytet.
Stałą pozycją w czasopiśmie jest oczywiście przedstawianie bieżących trendów w modzie, sylwetek znanych projektantów i ich aktualnych propozycji (dzielnie pilotowane przez Joasię Hrk i Magdę Koniarską), a także informowanie o rozmaitych wydarzeniach w branży - od relacji z imprez targowych, przez nowinki techniczne, informacje gospodarcze, nie zapominając o sferze handlowej.

W którymś momencie jednak Polska była Ci za mała...
Wszyscy producenci zawsze mieli zakusy na zagraniczną ekspansję. Niewielu jednak potrafiło się dobrze zorganizować, a tym samym wyruszyć na odpowiedznie imprezy targowe. W 2000 roku poznaliśmy się z częstochowską Agencją Promocji Eksportu Jarka Krykwińskiego, w głównej mierze ta znajomość sprowokowała nas do zainicjowania specjalnych wydań BUSINESS image (które z uwagi na swoją specyfikę, z czasem przerodziły się w expo image). Na początku wkroczyliśmy na czeskie targi STYL/KABO, w szybkim czasie znaleźliśmy się również na głównych moskiewskich wystawach... Nikt przed nami tego nie robił, przynajmniej w okresie naszego istnienia. Ruch okazał się strzałem w 10-tkę i cieszył się olbrzymim zainteresowaniem. Obecnie znani jesteśmy również w Ukrainie, Litwie, Niemczech i Litwie, mając za sobą eksperymenty z rynkiem Rumunii, Chorwacji, Bułgarii i Francji.

Co wniosły do Twojego życia zagraniczne wojaże?
Przede wszystkim, co dla mnie najcenniejsze, mnóstwo przyjaźni. I wcale nie chodzi o tzw. „pozyskiwanie Klienta za wszelką cenę”, rodem z amerykańskich instrukcji dla szczurów chcących startować w wyścigu... Nie przyjmujemy zleceń na dyskotece. Zresztą, mam niepisaną zasadę, że na targach godziny handlowe kończymy wraz z opuszczeniem stoiska - wieczory i noce przeznaczamy zaś na świętowanie i poznawanie się z ludźmi. Oczywiście, że wrażeń i doświadczeń z wyjazdów jest mnóstwo, lecz wbrew swojej profesji - nie będę plotkował o „smaczkach towarzyskich”. Spośród wspomnień, które na trwałe zapisały się w mojej pamięci przytoczę wspólne przedsięwzięcie podjęte z zaprzyjaźnioną konkurencją, wydawnictwem Promedia Jurka Osiki (nie patrz tak na mnie, można przyjaźnić się z konkurencją). Było to wówczas naprawdę coś wyjątkowego. Połączyliśmy swoje siły, żeby wspólnie wydać katalog w wersji rosyjskiej, razem pojechaliśmy do Moskwy i ramię w ramię pracowaliśmy na targach. Niestety pomysł był chyba ponadczasowy - polskie firmy na zagranicznych targach rzadko kiedy potrafią zapomnieć o swarach i za wszelką cenę konkurują między sobą do upadłego. Nie umiemy się organizować jak Turcy, Chińczycy czy chociażby Włosi. Razem z Jurkiem chcieliśmy stanąć ponad podziałami (wywołując zresztą niezłe zamieszanie na rynku). Jednak pomysł chyba nieco „wyprzedził epokę”. Niewykluczone, że do niego kiedyś wrócimy.

Czy trudno się robi taką gazetę ja BUSINESS image?
Chcesz, żebym sprzedał przepis na interes? Aż takim Prometeuszem nie jestem. Nie powiem nic nowego - jak w większości przypadków wszystko zależy od mnóstwa czynników: pomysł, popyt-podaż, koszty do zysków itd. Ale najważniejsze pozostaną relacje między szefem a załogą, jej zaangażowanie, ale i odpowiednie jego docenienie, w końcu to wspólna robota i nikt nie powinien przypisywać wyłącznie sobie prawa do glorii z sukcesu. Przez image przeszło wielu ludzi i każdy z nich pozostawił tu swój ślad.

Czy w obecnych czasach widzisz szanse na istnienie takich tytułów jak Twój?
Oczywiście! Chociażby z powodu nawału reklam, którymi jesteśmy zewsząd atakowani. Zdziwiłem Cię? Telewizja, radio, prasa, internet... W każdym calu, z każdej strony i... na każdy temat, o wszystkim - reklama, oferta, propozycja... do anonimowego odbiorcy, który w konsekwencji jest na nią „znieczulony” (ja też wychodzę na papierosa w przerwie reklamowej podczas filmu). Tymczasem BUSINESS image brane jest przez tych, którzy chcą zawartych w nim informacji - pokornie, nie nachalnie stoi i czeka na stojakach, ale za to w miejscach, gdzie spotykamy największe zmasowanie kompetentnych czytelników. Nie mamy zwrotów i nie narzekamy na przerost nakładu.

Jak znosicie obecny kryzys?
Nie cierpię „kryzysu” w polskim wydaniu... Nie neguję, że niestety nas dopadł, ale moim zdaniem został on sztucznie wygenerowany przez media i polityków „pewnej partii”. Szkoda tylko, że wszyscy w niego bezkrytycznie uwierzyli, nie mając osobistych powodów do chwytania się za portfel. Cóż, ktoś podłożył kłodę pod toczące się koło, wykorzystując polską mentalność do ślepego zapatrywania się na cudze podwórko... „Swego nie znacie, cudze chwalicie” - tylko w jeszcze gorszym wydaniu. Przyjęło się wzajemne zaklinanie się kryzysową mantrą, ale jakoś nie zauważam zmniejszenia sprzedaży w C.H. Ptak, Maximus nie bez powodu rozbudowuje swój obiekt, a zagraniczni kupcy nadal sami wędrują do nas ze wschodu, południa, a nawet zachodu... Co do nas - postanowiłem to przetrwać, jak kilka innych kryzysów na rynku, których doświadczyłem. Na szczęście, już zauważam poprawę sytuacji. Może dała znać o sobie inna rodzima właściwość - jednoczyć się potrafimy dopiero w biedzie, a i po rozum Polak poszedł po szkodzie.

Czyli mogę liczyć na kolejną tego typu rozmowę przy okazji 200 wydania? Za 10 lat?
O ile nie przyspieszymy... W końcu już rozpędziliśmy się do 100-tki. Wcześniej jednak możesz mieć okazję przy innych naszych tytułach, którym także licznik bije.

Trzymam za słowo i powodzenia!
Paweł Tkaczyk